Mabel Loomis Todd o czarach

Teresa Pelka jest ściśle językową profesjonalistką, osobą niewierzącą, która nie miała nigdy żadnego zainteresowania oraz absolutnie nie wspiera żadnej wiary w czarownictwo. Tekst wiąże się ze Źródłem do poezji Emilii Dickinson, której Mabel Loomis Todd była redaktorką; można go używać pod licencją Creative Commons 4.0.

Poszukałam pism autorstwa Mabel Loomis Todd, znalazłszy niespójności w pierwodruku poezji — jak przecinek i myślnik dla przesłanki i następnika w kontekstach o odniesieniu do religii, a zaniedbane gdzie indziej — i ten tekst udzielił mi całkiem sobie odpowiedzi, także względem kuriozalnej wariancji w fascykułach dla tej poezji: Emilia Dickinson była podejrzewana o „moce”.

Mabel Loomis Todd nie dokonała stwierdzenia, ale pozostawiła czytelnikowi mnóstwo sugestii. Nie doceniała przy tym tak bardzo poezji, jak „książki które się z pewnością sprzedają”. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa mogła się spodziewać, że fascykuły zostaną znalezione. Thomas Wentworth Higginson zrezygnował z udziału w dalszej publikacji, po dokonaniu pierwodruku: dziwne, gdyż sprzyjał owej poezji, sprzedawała się dobrze i przynosiła mu pieniądze.

Musiało być coś dla Higginsona nie do przyjęcia w obchodzeniu się z tekstem, oraz jakiś środowiskowy czynnik powstrzymujący go od otwartego i publicznego protestu. Drugiej i Trzeciej serii dokonała Mabel i jej córka Millicent, a jedno z wydań oprotestowała, jednak bez szczegółów, siostra poetki Lavinia. Czynnikiem tym mogły być wierzenia w czary, jak też iż „nieświęte” jest wątpienie w istnienie „mocy”. W USA także dzisiaj zdarzają się debaty czy one nation, under God rozumieć ■→emblematycznie, czy jako wiarę będącą właściwie wymogiem dla narodowej jedności.

Europejska wiara w czarownictwo nabrała kształtu w Średniowieczu, kiedy ludzie byli ogromnie przesądni względem alfabetyzmu (■→literacy), przede wszystkim kobiet. Niezależna interpretacja tekstu, szczególnie ze źródeł objętością dużych, pisanie listów oraz alfabety zagraniczne — były najbardziej podejrzane. Lingwistycznymi śladami są tu słówka „spell” oraz „wicca”, dzielić, jak to słówka w prymitywnych czasach czytano, „literka po literce”. Podejrzewam co do Emilii Dickinson jakąś oryginalna grekę, raczej niż ■→alfabet tebański.

Po Średniowieczu kontynuowano przesąd bez odnoszenia się do pisma otwarcie, zawsze jednak sugerując zdolność jakiej ludzie dokoła nie mieli, a głównie służąc celom konkurencji i rywalizacji między indywidualnymi osobami. Najprostszym argumentem przeciw wierze w magię jakkolwiek, jest iż ludzie wynajmowaliby owych z mocami (jak układanie stogów siana tylko na nie patrząc), raczej niż ich eliminowali: wiele w opowieściach o „czarach” to zwyczajnie kłamstwa, a wiele umiejętności dzisiejszych byłoby „czarami” w Średniowieczu.

Niedobory w edukacji dały przesądowi okazję przyjąć zachowania klasyfikowane dziś jako ■→mimikra lub ■→mimetyzm, gdzie nawiązanie jest bardzo odległe, abstrakcyjne i jakości niskiej tak, że nie do przyjęcia (myśląc o Higginsonie). Literatura klasyczna była o ludziach dawno zmarłych; ■→nekromancja, jeśli nawet zdarzył się ktoś tak ogłupiony, by ją dla wierzenia uprawiać (człowiek nie polega na metodach nieskutecznych), nie miała jak nikogo zaznajomić z ■→Iliadą, jakkolwiek „wróżyć ze znaków”.

Względem opisów społecznej gorączki, należy zaznaczyć iż analfabetyczny ludzki umysł jest rzeczywiście inny od umysłu zdolnego organizować swe funkcjonowanie językowo. René Girard dał interesujący opis społecznych zjawisk w środowiskach o ograniczonej edukacyjnej zasłudze w ■→Koźle ofiarnym oraz ■→Sakrum i przemoc.

W tym świetle, Emilia Dickinson oczywiście miała całkiem sobie moce, lecz była to błyskotliwa czytelnicza i pisarska umiejętność, wykształcona latami niezależnego, domowego studiowania; nic nielegalnego dzisiaj. Zapraszam do Źródła.

■→Ten tekst jest też dostępny po angielsku.

Źródło do poezji Emilii Dickinson

Epsilon, predykacja, kontur samogłoskowy, odniesienie osobowe w myśli abstrakcyjnej oraz ogółem spójność stylu, względem rękopisów i druku utwór za utworem. Więcej

Wiersze
Czas a Wieczność | Miłość | Natura | Życie

Tutejszy artykuł o czarownictwie został odczytany przed Towarzystwem Historycznym Connecticut Valley dnia 12 stycznia 1906 roku, przez panią Mabel Loomis Todd z Amherst, mówi ■→wydruk. Znajduje się on w domenie publicznej wedle prawa USA.

Jeździłam jako dziecko latem do Hampton w stanie New Hampshire i żywo mnie tam zainteresowały legendy i historie o starym domu Moultonów. Opowieść jakoby generał sprzedał duszę diabłu za okazały but złota dziwnie mnie zafascynowała, a nie mniej zaciekawiła mnie pogłoska iż zaradny dżentelman odciął butowi podeszwę i niewinny diabeł sypał ów cenny metal dalej i dalej, dopóki nie był nim wypełniony cały pokój.

Wkrótce po śmierci pierwszej żony ponownie się ożenił, z pochodzącą ze znacznie skromniejszej rodziny młodą kobietą, a odczuwała ona w nocy na ślubnej obrączce palce jakby ducha. Opowiada o tym Whittier w „Nowej i Starej Żonie”. Kiedy generał umarł, opowieść głosi że zamiast zwłok znaleziono w trumnie pełno złota lub, jak niektórzy zapewniali, kamieni. Tak czy tak, zaraz po jego śmierci wyskoczył oknem dziwny czarny kot, a ciało znikło.

Lata potem pułkownik Oliver Whipple zakupił ów dom, przybył z Rhode Island z niewolnikami i powozem, a  ■→Pomp i Dick z hurkotem za nim, trzymając się kity. Jego przyjazd stał się okazją do wielkiego święta i wydano posiłek dla całej okolicy, ale rodzina nigdy nie miała jak w tym nawiedzonym domu żyć spokojnie. Słowami ich wieloletniej i starej opiekunki, często słychać było „stukot laski generała na schodach i szelest jedwabnej sukni jego żony”. Zaproszono przynajmniej z trzech starszych duchownych, a ci stanęli u dołu schodów i upraszali niesamowitych mieszkańców o pozostawienie domostwa w spokoju. Potem żadnych relacji o odgłosach duchów nie ma. W Hampton czary były nagminne jeszcze zanim doszło do Salem. Goody Cole zakopano na rozdrożu przebitą kołkiem w roku 1673.

“W spokoju nie spoczną, choć głęboko chowani,
Gdyż czarownice i koty niełatwo zabić.”

Któż nie pamięta owych dziwnych dreszczy na widok sceny z wiedźmami w Makbecie: typowe czarownice, „posiwiałe, stare żony”, zgarbione, ogorzałe i pomarszczone na twarzy, nos i podbródek wzajem coraz bliżej, białe loki rozwiane nad płonącym wzrokiem, jak się pochylają wygotowując ropuchy i węże na swój straszny wywar.

Dwa, dwa razy, w kłąb zamącić,
Ognia żar, i kocioł bulkocze.

Widzę teraz tą scenę, jak ją nam przedstawił geniusz Szekspira, a unaoczniła wybornie Charlotte Cushman, stara a świetna, ożywiając sztukę swą płodną interpretacją. Śpiewy czarownic zawsze mnie fascynowały, wraz z badaniem owej dziwnej w nie wiary, starej jak czas.

Ułuda czarów oraz ich gnębienie to jeden z najsmutniejszych wyimków w naszej historii; kiedy to się niedawno niektórym udało uniknąć pognębienia i zaczęli wkrótce znów czary uprawiać. Było przedtem w sprawach religii wiele nietolerancji, jak dowodzi między innymi okrucieństwo na kwakrach Do czasu wielkiej eskalacji czarów w roku 1692 zaczęto kwakrów uznawać mniej więcej na równi z innymi wyznaniami, a ich prześladowanie ustało, ale nawet wtedy wielu z nich się skarżyło na traktowanie, oraz niemiłe podejście ze strony ludzi po których się spodziewali przyjaźni.

Wielu ludzi myśli że wiek dwudziesty zrobi największy postęp nie tyle w mechanicznych urządzeniach, jak po linii psychologii. Bada się osobisty magnetyzm oraz telepatię, mesmeryzm, duchowe uzdrawianie i hipnozę. Towarzystwa psychologiczne przyglądają się wszelkich zagadkom; studiuje się okultyzm jak w Indiach i Japonii, a nigdy nie dość i zapewnioną sprzedaż mają książki o porozumiewaniu się ze zmarłymi czy innych mocach niezwykłych, jak wróżbiarstwo czy oddziaływanie. Ta wielka i podstawowa ciekawość nagli i jest stale obecna. Pogranicze dwóch światów jest niezmiernie atrakcyjne, każdy stracił jakiegoś przyjaciela, każdy chce wiedzieć. Nie jesteśmy ignorantami jak cztery czy pięć wieków temu i nie boimy się wpływu nadnaturalnego jak wtedy. Prawa naturalne znamy lepiej, ale tajemnice dalej pociągają.


REKLAMA

Świat może i nigdy nie widział jej oryginalnego pisma, jeśli jej umiejętność została wzięta za nadnaturalną. Zapraszam do Wierszy Emilii Dickinson w przekładzie Teresy Pelka: zwrotka tematyczna, notki o inspiracji greką i łaciną, korelacie z Websterem 1828 oraz wątku arystotelesowskim, Rzecz perpetualna — ta nie zasadza się na czasie, ale na wieczności.

Format elektroniczny $2.99
Okładka twarda, pełny wgląd,
268 stron, $21.91

Nie ma się co dziwić, że nowość zjawisk naturalnych oraz ich niewyjaśniony charakter budziły we wczesnych czasach obawy. Wystarczy przebadać historię astronomii by dostrzec owe olbrzymie władztwo, jakie wierzenia w nierealne wpływy miały na starożytnych.

Komety przynosiły zło potrząsając „ohydnymi włosami”. Zaćmienia były zapowiedzią katastrof. Nawet Kepler gorliwie promował astrologię, gdy Tycho Brahe trzymał mamroczącego idiotę, by mediował i interpretował względem wyższych mocy. Niedawno nawet autor ze Stulecia stwierdził, że cztery piąte ludzkości wierzy w czarownictwo.

Najbardziej absorbującym z badań jest prześledzić historię wierzeń w nadnaturalność od ich strachem i obrzędem rządzonego świtu, do ich dzisiejszego słonecznego dnia — słońce to jednak, zdrowe, pełne, jasne i normalne jak jest, nadal niesie możliwość wiary w coś czego się nie da wyjaśnić prawem naturalnym, zalążka niezwykłości. Rodzaj spirytyzmu, różnych form magia, czarnoksięstwo, nekromancja, uroki, fetyszyzm, czarownictwo — wszystkie miały swój czas i moc, a ich ofiarami były ich narody.

Numa, wczesny rzymski prawodawca, wmówił ludziom że ma dostęp do wróża który mu mówi, co robić.

Pliniusz opowiada nam o rzymskim rolniku, Furiuszu Cresinusie, którego oskarżono o magię, bo nieodmiennie odnosił sukces. Ów pokazał jedynie w odpowiedzi swoje lepsze pługi i inne narzędzia,  a wskazał na swe mocno słońcem opalone córki — jego jedyne czary.

Zoroastra też oskarżono o magię, prawdopodobnie po prostu dlatego, że miał szczególne i niezwykłe nabytki.

Inni udawali nadprzyrodzone moce — co obserwowano z bojaźnią, która oczywiście trzymała ludzi w stanie poddańczego lęku. Zwali się rozmaicie — wieszczbiarzami, wróżbitami, czarnoksiężnikami, astrologami i wieszczami.

Głównie były to osoby które odkryły jakiś sekret natury i zamiast go ogłosić, jak się to robi teraz, zachowywały go jako sekretną moc do używania na łatwowiernych.

Naturalnie utworzyły one stan kapłański. Zaliczają się tu kapłani chaldejscy Asyrii, indysjcy bramini, perscy magowie, wieszczowie greccy, augurowie Italii, druidowie brytyjscy i medycy indiańscy.

Ich praktyka przynależała bardziej z misteriami, urokami i tym podobne, raczej niż rzeczywiście czarownictwem.

Czarownica z Endor (Samuel I:28) prawdopodobnie była oszustką, ale opowieść jest bardzo interesująca. Anonimowym autorom Starego Testamentu, jak w rozdziale tutaj, datującym się na 1000 lat przed Chrystusem, podobało się dla większego efektu wtykać prawo, zalecenia, bądź zapatrywania dawno już zmarłym prorokom i jasnowidzom.

W owych odległych biblijnych dniach prawidła przeciwko czarom były ściśle rygorystyczne (Deuteronomium VIII, 9-14), a sztuczki nazywano “budzeniem w Panu odrazy”. Zalecono nawet (Deut XVII, 5) “Będziesz obrzucać ich kamieniami aż umrą”.

Wymagano dwóch świadków dla pewności, a śmierć miała być dość okrutna “by wyzbyć się spośród was zła” (Izajasz VIII, 19). “Nie ścierpisz by czarownica żyła”, (Exodus XXII, 18): dosłownie, “Nie dasz żyć temu, kto używa uroków” (lub zaklęć).

Lewitikus XIX, 26: “Ani sam nie będziesz używać amuletów lub wróżb”.

Lewitikus XIX, 31: “Nie darz uwagą tych co mają towarzyszącego ducha, ani nie podążaj za czarodziejami.” Lewitikus XX, 27: “”Mężczyzna, a też kobieta co ma towarzyszącego ducha, zostaną z pewnością uśmierceni; ukamienujesz ich”.

Biorąc owe hebrajskie doniesienia dosłownie i w ich najokrutniejszym sensie, dopełniali warunków jakie nam dziś wyglądają na gorsze od barbarzyńskich w swej potworności.

Demonologia, jako termin ogólny, oznacza całą klasę pojęć o nadnaturalnej ingerencji w sprawy świata, a oryginalnie niekoniecznie się stosowała do złych duchów. Takie rozmowy między światami uważano z początku za niewinne, a nawet wiarygodne, jak w czasach mitologii klasycznej.

Jak już wiemy, rytem szczególnym wiary hebrajskiej było obwieścić, iż takie porozumiewanie się jest bezbożne, czy nawet przestępcze. Z początku, chrześcijaństwo mówiło iż Boga szukać należy jedynie w modlitwie.

Cechy bardziej nowoczesnych wierzeń w czary da się śledzić do początków ery chrześcijańskiej. W miarę jak nadchodził mrok ciemnych wieków chrześcijaństwa i ciężko osiadał, przesąd się upowszechcniał. Wczesne obserwacje natury na Wschodzie zdawały się wykazywać, iż nad światem panowały dwie wielkie potęgi, nieustannie wojując. Owi dwaj potężni antagoniści używali ludzi jak marionetek, bawiąc się z nimi, jak i nimi.

Nawet chrześcijaństwo dopuszczało, że diabeł mógł być przywódcą, a ludzie do niego dołączać w celu obalenia kościoła. W tym to przekonaniu był rdzeń wszystkich późniejszych działań przeciwko zbrodni jaką są czary.

Jeszcze później, sprawy nie uznawane przedtem za koniecznie złe zaczęto coraz bardziej przypisywać zażyłości z diabłem. Ludzie uczeni zamiast ukrywać swe odkrycia, szeroko je ogłaszali i okazywali jak są naturalne i wolne od nadprzyrodzoności. Wszystko to ogromnie się przyczyniło do rozpowszechniania wiedzy, a rozpraszania mgieł czasów mrocznych.

Christian Thomasius, który zmarł w 1728, a dokonał swej pracy uniwersyteckiej w Halle, pisał traktaty i stale zgłębiał wielkie i żywotne kwestie, czym oddał ludzkości większą posługę niż jakikolwiek Niemiec od Lutra po Lessinga. Pierwszym z owych tematów byo czarownictwo, a jego praca w końcu zniszczyła ów szeroki, szkodliwy i uporczywy rozrost. Czarownictwo jako zbrodnia było już karane pogromem od czasów tak wczesnych jak te, kiedy Cesarstwo Rzymskie stało się chrześcijańskie.

Całe chrześcijaństwo wierzyło iż niektóre osoby miały moce nadnaturalne ku swojej korzyści, a ku szkodzie i pomieszaniu wroga. Była to zbrodnia pod najwyższym wymiarem kary w wielu krajach europejskich.

W trzynastym wieku, Roger Bacon tyle odkrył o opotyce, chemii oraz astronomii, że oskarżono go o czary. Następstwem była denuncjacja papieska i dwa razy go uwięziono.

W 1305, Arnold de Villa Nova został spalony przez inkwizytorów w Padwie, oskarżony o czary.

Na podstawie takiego oskarżenia earl z Bedford uśmiercił Joannę D’Arc. Nawet Martin Luther wierzył, że rozmawiał z diabłem.

W roku 1484 nadeszła słynna bulla papieża Innocentego VIII, która wniosłą nową wściekłość w prześladowania ludzi z mocami okultystycznymi, a ogromnie przyśpieszyła nieugięte ściganie czarownictwa. Setki zniknęły, nie tylko protestantów, ale też niektórych rzymskich katolików, a owe straszne operacje sankcjonowała często teologiczna nienawiść i wściekłość. Łatwo było oczyścić kościół z heretyków wieszając ich i paląc, a przede wszystkim zupełnie łatwo oskarżyć i skazać jako czarownice.

Furia szerzyła się w krajach zarówno protestanckich jak katolickich. Historia podaje, iż agenci papieża spalili ponad dziewięciuset ludzi. W naszych czasach kolonialnych ponad sześciuset ludzi znikło w Niemczech, a stan spraw był prawie tak samo zły we Włoszech, Szwajcarii i Szwecji.

W 1541, earlowi z Hungerford ścięto głowę za zwrócenie się do słynnej czarownicy z zapytaniem jak długo należało się spodziewać iż pożyje Henryk VIII.

Jeden inkwizytor, czy tak zwany sędzia, Regius, skazał i spalił ponad dziewięciuset ludzi w piętnaście lat, w Lotaryngii, a drugie tyle uciekło z kraju w desperackiej obawie o życie. Stosował najokropniejsze tortury, wzmiankując, że inaczej nie miałby jak ich doprowadzić do przyznania się. Najinteligentniejsi z ludzi wierzyli, że czarownice porozumiewały się z Szatanem. Większość ofiar była niewinna, ale niektórzy byli niewątpliwie czarci i wiedzieli, że narządzali światu.. Jeszcze inni uczyli magii i naprawdę wierzyli, iż paktowali z diabłem.

W szesnastym wieku Europa kontynentalna poświęciła szalonemu fanatyzmowi sto tysięcy żywotów. W owym to szesnastym wieku tysiąc ludzi przepadło w Como w Lombardii, stu rocznie.

Statut królowej Elżbiety przeciwko czarom i czarownikom, praktycznie zapoczątkował w 1562 prześladowania w Anglii, które sięgnęły swego szczytu w wieku siedemnastym. Wielkim prześladowcą był król James I, a akt angielskiego parlamentu z roku 1603 sprawił iż wściekłość szerzyła się jak pożar w suchym lesie. W owym to roku pastorom zabroniono w Anglii bez licencji wyganiać z ludzi diabła.

W czasie mniej więcej tak długim jak żywot Johna Aldena, zamordowano w Anglii czterdzieści tysięcy czarownic. Prawiono przez sto dwadzieścia pięć lat co roku kazanie z funduszu 40 funtów, skonfiskowanych tego samego, pamiętnego 1603 roku, własności trzech czarownic.

Angielskie statuty przeciwko czarom odrzucono na jedynie czterdzieści lat zanim amerykańskie kolonie przestały być częścią brytyjskiego imperium. Około roku 1615, ponad pięćset osób uśmiercono w Genewie, domu Kalwina. Za panowania króla Jamesa VI, wykonano wyroki na tysiącach “czarownic” w Szkocji, a w 1645 roku na stu, jedynie w Essex i Sussex.

Szkocki król James mocno wierzył w okultyzm. Jego łatwowierny umysł darzył zaraz wiarą wszelkie misteria. Parlament przyjął naprawdę straszne prawa przeciwko czarownicom. Stosowano najgorsze z tortur, także  w Anglii — a oddawano się temu w duchu nieposkromionego okrucieństwa i mściwości. Miłosierdzie i współczucie zdawało się, straciły w sercach prześladowców dech, a na to samo wyglądało po sędziach w Salem.

Adwersarz o ludzkiej postaci krążył po kraju, aby nie tylko wymuszać wyznania od niewinnych, ale też wpędzać w pułapki i pomieszanie każdego na kim się mu udało położyć ręce. Jego imię było Matthew Hopkins, a tytułowano go „Generalnym Śledczym od Wiedźm”. Potwór ten działał w Anglii w 1646, a sowicie mu płacono za kłucie, torturowanie, ciąganie pod wodą, wiązanie i okaleczanie wszystkich podejrzanych, oraz wymuszanie wyznań do użycia przeciwko nim potem. Zabito dla niego jednego roku i w jednym księstwie sześćdziesięciu ludzi. Ludność — a przepełnia nas co do tego zdumienie — przyglądała się nie tylko bezkrytycznie, ale też z podziwem, wierząc iż skardł Szatanowi listę konfederatów, jego „notes z kontaktami”. Nawet dobrzy ludzie, jak Richard Baxter i Edmund Calamy w niego wierzyli. Tyle że Baxter wierzył też w duchy i inne nierealne przejawienia.

Jedną z metod katowskich Hopkinsa było wiązać razem nogi, giąć człowieka w pół i przywiązywać ręce do stóp, i tak dalej, a potem wrzucać do wody. Jeśli wypływali, był to dowód i wyrok za czarownictwo, oraz stosowne postępowanie. Jeśli tonęli, byli niewinni — tyle że nie przynosiło im to wiele dobra jako topielcom. W końcu padło podejrzenie iż nie działa w dobrej wierze i iluś ludzi związało go w tobołek i wrzuciło do wody. Wypłynął.

Nikt jednak nie śmiał zaprzeczyć iż czarownictwo jest realne, a choć błąd nigdy nie jest uniwersalny, byli ludzie którzy w tym wierzeniu nie mieli udziału.


REKLAMA

Zostanie takoż wykazane, iż chrześciajństwo nie wyrugowało przeświadczeń o czarownicach. Nie było w Anglii wioski bez ducha, kościelne podwórza były nawiedzone, każde błonie miało swój krąg duszków, a mało który pasterz nigdy nie widział zjawy. Pastor Joseph Glanville, wikary we Frome, kapelan Karola II oraz członek Towarzystwa Królewskiego, wyraźnie się pisemnie opowiedział za bezsprzecznością istnienia czarownic, czarów oraz zjaw. Z pewnością czytano jego książki w Nowej Anglii zanim zaczęto tutaj wydawać ten rodzaj literatury. Pająki zawsze były blisko kojarzone z dziwnymi mocami i zaśpiewami; a uważano iż czarownice dowolnie mogły zmieniać się w psy, koty, wieprzki, szczury, myszy, ropuchy — oraz żółte ptaszki co zwinnie podfruwały do ofiar.

Pamiętamy Holmesa, ów słynny obraz „wiedźm odlatujących o północy”,
„Wysoko, na wdałych kijkach
Jak cienie na niebie, widać
W lot nietoperza i sowy,
A tulą swe czarne koty.”

Jakżeż jawi się ta dziwna scena przed oczami, a również jego opis,
„W Essex kniei nisze wieczorem,
Dantejska głusza ciemna mgłą,
Kumak patrzy w zwoje węża
Gdy sunie gdzie paproć i krzew.”

Czarownice były jednakowoż zdolne działać na odległość, poprzez swoje „przejawy”, nawet na setki mil. Stąd nie pozwalano przedstawić alibi, co okazało się tragiczne później w Salem.


REKLAMA

Świat może i nigdy nie widział jej oryginalnego pisma, jeśli jej umiejętność została wzięta za nadnaturalną. Zapraszam do Wierszy Emilii Dickinson w przekładzie Teresy Pelka: zwrotka tematyczna, notki o inspiracji greką i łaciną, korelacie z Websterem 1828 oraz wątku arystotelesowskim, Rzecz perpetualna — ta nie zasadza się na czasie, ale na wieczności.

Format elektroniczny $2.99
Okładka twarda, pełny wgląd,
268 stron, $21.91

Dość już zostało powiedziane by wykazać iż wiara w czarownictwo nie ograniczała się do Ameryki, ani nie zrodziła się w Nowej Anglii, ale prawidłowo ją importowali pierwsi osadnicy. Pod wieloma istotnymi względami, Massachusetts było szczególnie gotowe na owo omamienie, które spadło nań z tak druzgocącą siłą. Ludzie tu wierzyli w widziadła tak samo jak w innych krajach chrześcijańskich, choć dziś najważniejszą pojedynczą cechą jest dla nas rodzaj ludzi którzy je mieli za rzeczywistość — żarliwa wiara znakomitych a nawet duchownych osób. Nie powinniśmy zapominać że ich doznania w nowym i dzikim kraju były smutne i tragiczne raczej niż szczęśliwe. Domy ich wszystkich naznaczała melancholia, a „Nie ścierpisz by czarownica żyła” było nakazem Biblii.

W ich odczuciu byli tu w Nowej Anglii szczególnie powołani do zwalczania diabła. Ciekawie jest się dopatrzyć iż więcej niż siedemdziesiąt lat po egzekucji na ostatniej czarownicy w Nowej Anglii, Sir William Blackstone z całą prostotą napisał: „Zaprzeczyć możliwości, nie, rzeczywistej egzystencji czarownictwa i magii to za razem odrzucić objawione słowo Boga w wielu fragmentach Starego zarówno jak Nowego Testamentu”.

Kilka sporadycznych spraw sądowych i egzekucji za czary miało miejsce przed rokiem 1650, ale mocne emocje nie zaczęly się przed około 1651. W sumie były za tę zbrodnię w Bostonie tylko cztery egzekucje: Margaret Jones w czerwcu 1648; Mary Parsons w 1651; Ann Hibbins w 1656; Goody Glover w 1688. Gorączka nie miała gwałtownego przystępu w zachodnim Massachusetts, a rejon powiatu Hampshire był wtedy jak i teraz sczególnie nieśpieszny mieszać się w radykalizm.

Pierwsza egzekucja za czary odbyła się w Nowej Anglii w Connecticut, w 1647. „Zbrodnia” pewnie miała pierwsze przejawy pośród sadowników w Springfield. W grudniu 1648 niejaka Mary Johnson w Hartford przyznała się do znajomości z Szatanem i ją stracono. Około 1651, pisze John Eliot prawdopodobnie do Edwarda Winslowa w Londynie, spośród czterech czarownic wykrytych w Springfield, jedną stracono za zamordowanie swej córki, inną potępiono, trzecią pozwano, a czwarta pozostawała pod podejrzeniem.

Pierwsza sprawa w powiecie Hampshire była w Springfield (wtedy w owym powiecie) na wiosnę 1651 roku. Ta sama Mary Parsons, wzmiankowana jako jedna z czterech które przepadły w Bostonie, została oskarżona nie tylko o zamorodowanie swojego dziecka, ale też rzucenie uroku na dwoje dzieci pastora Georga Moxon. Wykazano potem iż była dość szalona, jednak za późno by ją uratować.

W 1656 pozew i sprawa o oszczerstwo w Northampton, zapoczątkowane przez plotkę w sąsiedztwie, wzburzyły powiat bez reszty. Niejaki Joseph Parsons pozwał Goodwife Bridgman o oszczerstwo, za oskarżanie jego żony Mary o czary. Jako że byli ludźmi dobrze sytuowanymi i zamożnymi, sprawa miała spory impet i skończyła się skazaniem Goody Sarah Bridgman. Jej rodzina pielęgnowała krzywdę przez osiemnaście lat, a w 1674 dała jej znów pole, wykorzystując powszechne wierzenia w osobiste sprawki z diabłem, na bazie których stwierdzili iż Mary Parsons zamordowała czarami Mary Bridgman, żonę Samuela Bartletta. Pocieszającym jest się dowiedzieć, że oskarżona wyszła z tego jak się patrzy.


REKLAMA

POEMS BY EMILY DICKINSON, E-BOOK

Poezja
Emily Dickinson
po angielsku
w edycji
Teresy Pelka

Format elektroniczny $2.99
E-book | NOOK Book | Kindle
Okładka miękka, 260 stron, $16.89
Amazon | Barnes & Noble
Okładka twarda, 260 stron, $21.91
Barnes & Noble | Lulu, pełny wgląd

Za wojny króla Filipa w 1675, podczas marszu do ataku, nastąpiło wedle relacji zaćmienie, w którym ujrzano zarysy indiańskiego skalpu. Średniowieczne zapisy o zaćmieniach są w pewnym sensie historycznymi, nikt jednak nie uznałby ich za naukowo pełne czy dokładne. W owych zapomnianych słonecznych koronach dało się sobie wyobrazić prawie każdy kształt. Osoby wykształcone wierzyły w owe omeny tak samo jak analfabeci. Nie jest więc dziwne, że czary były zagrożone karą śmierci w każdym cywilizowanym kraju.

Skąpa literatura z owych czasów pełna jest dziwnych opowieści, z których wiele byłoby śmieszne, gdyby nie kończyły się tragicznie. Niektóre z oświadczeń o tajemniczych napaściach są dziwnie humorystyczne — choć poczucie humoru było jak antypody dla owych oszołomionych ludzi którzy je złożyli. Noah Strong w Northampton podejrzewał drzemlika o ponure zamiary i motywy, to też strzelił do niego srebrnym guzikiem i złamał mu skrzydło.

W tym samym momencie kobieta której nie lubił doznała złamania ręki.

Każdą niespotykaną chorobę czy przypadek przypisywano niemal nieodmiennie czarom i ludzie zaczęli się rozglądać za tymi, przez których Szatan mógł działać. Mówili o „fascynacjach” oraz starali się zebrać dane o „dziwnych przejawach”.

Nie było po temu wiele entuzjazmu przed rokiem 1680, ani nie było w Nowej Anglii wielu wyroków.

W 1684 Increase Mather napisał swą słynną książkę „Znamienita opatrzność”, w której opowiedział wiele historii o ludziach w pakcie z diabłem.

Najsłynniejszą czarownicą w powiecie Hampshire była Mary Webster z Hadley, biedna i prawdopodobnie niemiłego usposobienia kobieta. Do stosunkowo niedawna opowiadano wiele historii — o jej powstrzymywaniu bydła czy koni od przejścia koło jej domu, przewracaniu kup siana i układaniu ich z powrotem, gdy tajemnicze zmiany skórne i wszelkiego rodzaju złośliwe przypadki przypisywano jej bliskości z diabłem. Postawiono ja pod sąd w 1683 i została uniewinniona w Bostonie. Potem oskarżono ją o rzucenie uroku na porucznika Filipa Smith, tak, że zmarł w przebłyskach ognia wokół głowy i dziwnych odgłosach. W czasie gdy jego przyjaciele „niepokoili” starą kobietę (jak to uprzejmie nazywano), podwieszając ją, obtaczając śniegiem, na tymczasem zakopując i dokonując innych przyjemnych ćwiczeń, miał się dobrze i wygodnie, a spał spokojnie. Pomimo tego strasznego traktowania biedna stara kobieta pożyła jeszcze jakieś jedenaście lat.

Należy wspomnieć o jednej z afer która prawdopodobnie doprowadziła do dzikiego horroru w Salem w 1692.

Młoda dziewczyna imieniem Goodwin w Bostonie pokłóciła się z jej irlandzką praczką o jakąś brakującą pościel. Kobieta pewnie odwzajemniła się z irlandzkim temperamentem. Tak czy tak, dziewczę zemściło się „okrzykując” ją czarownicą. Stało się to taką zabawą, a szczególnie że ludzie którzy tego słuchali zdawali się być pod wrażeniem (kilkoro dzieci podbiegło do jej stanowiska krzycząc że na nie też padł urok), iż złe dziecko poszło za swą zapalczywością i zaczęło udawać wszelkiego rodzaju niedomogania, do czego inne dzieci dołączyły. Miauczały, szczekały, traciły słuch i wzrok, dostawały szczękościsku, bądź aż do dyslokacji trzymały szczęki otwarte; umiały czytać w papistycznych i kwakierskich księgach, ale nie w katechiźmie westminsterskim czy Biblii.

Wydaje się nieprawdopodobnym, że takie przedstawienia mogły wpływać na ludzi wykształconych, ale da się wnioskować iż Cotton Maher uwierzył w ich omamienie i naraz modliło się przy nich pięciu księży. Na dowód niewinności poproszono praczkę o zmówienie na głos Ojcze Nasz. Nie nauczywszy się tego nigdy po angielsku, popełniła parę ciężkich błędów, po czym została skazana i wysłana na szubienicę. Kiedy ją wieszano, dzieci natychmiast wyzdrowiały.

W 1691 skarżono się na Mary Randall w Springfield, ale jej nie pozwano, a przypadek był ostatnim w powiecie Hampshire. W odległym Essex miała się jednak teraz zacząć dzika i fanatyczna mania jakiej świat raczej nigdzie indziej nie widział — nie pod względem liczby ofiar, bo tych było tylko dwadzieścia, ale jako karnawał zaciekłego okrucieństwa i wielkiego cierpienia, które to okoliczości nadały wydarzeniom światową sławę ponad nawet owe podobne czasy w Europie, gdy pomordowano setki.

W Nowej Anglii poniosło śmierć dwanaścioro ludzi, zanim doszło w 1692 w Salem do szału, owej „nawałnicy terroru i śmierci”. Co ciekawe, dwadzieścia pięć lat przedtem jakieś psotne dzieci w Szwecji płatały psikusy bardzo podobne do pokazówek jakie odstawiły dziewczęta w Salem, dając tym początek stosom, a na chłodnym Skandynawskim półwyspie zmarło skutkiem tego osiemdziesięcioro ośmiu. Także w Amsterdamie, w 1560, dwudziestu czy trzydziestu chłopców udawało opętanie, mieli dziwne napady, podczas których wymiotowali igłami, szpilkami i potłuczonym szkłem. Dziewięćdziesiąt lat wcześniej William Perkins z Cambridge w Anglii napisał książkę o podniosłym tytule, „Dyskurs o wyklętej sztuce czarownictwa”, a okazało się iż wielebny pan Parris, którego dom dał stosom w Salem pierwsze iskry, miał egzemplarz pod ręką. Był może i uczonym, ale niezwykle niemiłym i nielubianym człowiekiem, a jego działania przyłączają do wspomnień o nim odrazę.

Opowiadano, widać było pod Gloucester zjawy i nawet do nich ludzie strzelali, tyle że najwyraźniej nie udało się ich ugodzić i strzelcy wycofali się dla swego bezpieczeństwa do garnizonu. Wszyscy wtedy wierzyli iż Szatan toczy wojnę przeciwko Jehowie i działa szeroko, poprzez osoby które oddały mu swe dusze.

Szkoła, umysłowe nawyki, doświadczenie oraz charakter dobrze przystosowały ludzi z Salem na szybko się teraz zbliżające wydarzenia. Zaczęły znajdować sobie drogę emocje, a przy zjawiskach tak jasno nadnaturalnych, prędzej nastąpiła ostateczna eksplozja.

Historię dzieci Goddwinów, że doznały ulgi kiedy wieszana była ich „dręczycielka”, opowiadano wszędzie. Zaczęły się aresztowania za trywialne sprawy, a duchowa pochodnia zapłonęła w domu pana Parrisa.

Grupka młodych dziewcząt i zachodnioindyjska niewolnica Tituba, tam przy rodzinie na służbie, nabrały prawdziwie nieświętej ciekawości spraw nadnaturalnych. Nieprzeparcie zainteresowane gusłami i magią, spotykały się na rytuały i inkantacje o jakich czytały lub słyszały od starej czarnej kobiety. W końcu nauczyły się popadać w katalepsję, płakać prawdziwymi łzami, obficie się pocić, popadać w groteskowe pozy oraz wykazywać skurcze i spazmy, póki ich rodziny nie zaczęły odchodzić od zmysłów, sąsiedzi byli w trwodze i niepokoju, a lekarze zdumieni. Oczywiście na powód tego wszystkiego wymieniano czary. Krewni owych „dotkniętych dzieci” jak je wszędzie zwano, zebrali się na modły. Możemy sobie wyobrazić jaką niegodziwą satysfakcję miały takoż spełnione młode osoby, gdy spojrzeć na burzę jaką wywołały. Posłano po więcej księży i odbyło się całodzienne spotkanie modlitewne. Dzieci (lat dziewięć, jedenaście, dwie lub trzy po lat siedemnaście, a dwie osiemnaście, oraz dwie mężatki) miały pokazać grozą zdjętemu towarzystwu swą przypadłość.

Widzieliśmy dotąd absurd — zły gust czy oszustwo, jak wola — ale teraz scena staje się kryminalna. Zapytano je, co im dolegało — kto rzucił na nie urok. Wykrzyczały trzy imiona i nieszczęsne osoby zaraz zostały wzięte do aresztu, urządzonego w domu spotkań w Salem, oraz posłane do więzienia. Potem dołączyły do nich Martha Corey, Rebecca Nourse oraz inni ludzie, aż w więzieniu była setka. Ich przesłuchania, jak je dziś czytamy, były ekstremalna farsą. Pytania były głupie i śmieszne. Nie pozwolono oskarżonym na prawników i sami musieli się bronić. Ich konsternacja oskarżeniami skutkowała żałośnie. Niektórzy nie znali „dzieci” nawet z widzenia, ale nie robiło to różnicy. Przesądzono o ich winie zanim padło choćby jedno słowo. Wierzono że czarownice nie umieją płakać, a osłupienie i zdumienie oskarżeniami złożono na karb fatalnej obecności umysłu, szczególnie że „dzieci” często w sądzie krzyczały iż widzą „lalkarza”, jak przy oskarżonych stoi i udziela im porady oraz pocieszenia. Wierzono że czarownice robią lalki albo figurki i nazywają je imionami ludzi których chcą dręczyć, a potem je nagrzewają, wbijają w nie szpilki i tym podobne przyjemnostki, a w tym samym dokładnie momencie żywa ofiara czuje gorąco, kłucie lub uszczypnięcie, zależnie od przypadku. Ich domy często przeszukiwano by znaleźć owe niecne zabawki, w szczerej wierze. Także badano ich ciała, by znaleźć „znamiona czarownic”, czy też miejsca zrogowaciałe, jakie często mają ludzie starzy. A znalezienie takiego miejsca praktycznie oznaczało wyrok skazujący.

Rozprawy były niezwykle bezładne, ludzie mówili w miarę jak im do głowy przychodziły myśli ku czyjejś szkodzie, szeptali do sędziów i przynosili całemu sądowi niesławę na wszelkie inne sposoby, jak się dość uwolnić od przesądu, by to ocenić.

Najlepsi z historyków mówią, Cotton Maher był jednym z głównych prowodyrów tego zgorszenia, a zdaje się miał też przywódczą rolę w prześladowaniach, i wyraźnie wielką satysfakcję i zadowolenie z powodowanego zamieszania.

Co do „dzieci”, były widocznie odurzone swym wielkim powodzeniem, ich wyrachowany plan szeroko zyskał na wadze, rozwinęły w nim straszną perfekcję i popadły w rodzaj amoku. W sądzie zesztywniałe i często w katalepsji, stawały się natychmiastowo „uzdrowione” od dotyku osoby którą oskarżyły o urok, a teorią było iż zły wpływ wracał do swego źródła, od dziewcząt do czarownicy.

To niespotykane, że nikt nie zauważył iż dziewczęta nie oskarżyły swych przyjaciół, ale zawsze ludzi do których czuły złość lub wrogość. Twierdziły, że przeciwko nim była „ręka zła”. Czyja ona była?

Gdy rozwinęły podobno dar przepowiedni, stały się bardzo ważne, wynoszone często na piedestał proroczy, co je zepsuło, a ich serca pozbawiło wszelkiego naturalnego żalu i współczucia, pozostawiając tylko szalone otumanienie władzą i sławą. Zdaje się to teraz niewiarygodne, ale wszyscy autorzy się co do tego okresu czasu zgadzają, że to „uciecha” popychała je dalej.

Jedną z najbardziej malowniczych postaci owego fatalnego roku była Bridget Bishop. Zupełnie wolna od świętoszkowatości która nadawała wtedy tak niemiły koloryt ludziom o najlepszych nawet intencjach, w trzeźwym otoczeniu była zbyt wyzwolona i swobodna by być popularną. Jej stroje były krzykliwe jak na czas i miejsce, grała w shuffleboard i inne ziemskie gry, i ogółem nie całkiem ją akceptowano, nawet w najlepszych z jej czasów. Nie ma jednak żadnych zarzutów co do jej charakteru. Natomiast naturalnie jak na owe czasy prędko zaczęto przeciwko niej podnosić głos. Padła ofiarą wielkiego niezrozumienia. Poddano ją groteskowemu procesowi i powieszono po ośmiu dniach. Jej wyrok śmierci jest jedynym który się zachował.

Oskarżeni protestowali iż są niewinni, ale bez skutku. Dawano każdą możliwą pobudkę do przyznania się, i wielu to zrobiło, a choć prowadziło to do ich uniewinnienia, dodawało jedynie paliwa zażartej nienawiści wobec tych odważnych, którzy nie godzili się przyznać do kłamstwa. Powieszono jednego dnia sześć kobiet, innego osiem. Ku zasłudze niesprawiedliwych sędziów i zapchanych ław przysięgłych powiedzmy, nie poddawali swych ofiar torturom, oprócz jednej rozprawy. Wielebny Giles Corey nie odpowiedział ani się nie bronił, i zachował swój majątek swemu testamentowi. Aby go zmusić do mówienia, ściskano go między dwoma dużymi ciężarami, i tak zmarł, odmawiając do ostatka nawet słowa. Jego katorga nadal rzuca na powiat Essex czarny cień.

Kobieta w Andover zapadła na dziwną chorobę, nie rozumianą przez prostych lekarzy owych czasów, takoż posłano do Salem po „wykrywacza wiedźm”, a w Andover oskarżono pięćdziesięciu ludzi; paru słabszych przyznało się do szkód sąsiadom jakich nie mieli jak wyrządzić, a także do jazdy na różnych zwierzętach oraz drzewcach, drogą powietrzną w nocy.
Siadaj i śpiesz,
Miotła, drzewiec,
Kozioł, widły,
Wszyscy w pędzie
Prześcigniemy
Wiatr najprędszy,
W Brocken lecąc.

Szalony zwrot,
Tańczymy w lot,
Boruta czort
To jest nasz pan;
W czas przystaniem
Damy całus
W szponę starą
Chyżej wnet psota.

Do końca 1692 roku zabito dwudziestu co szlachetnie odmówili się przyznać do czegoś, czego nie byli winni. Pięćdziesięciu uniewinniono bo się przyznali, stu pięćdziesięciu czekało na proces, a przeciwko dwustu były oskarżenia. Zdawało się, była jedna tylko droga by uniknąć przeciwko sobie krzyku, a było to krzyczeć samemu i kogoś oskarżyć. To dawało oskarżającemu nienaruszalność. Społeczność była praktycznie na punkcie szalona, spowita dziwaczną i niszczącą pożogą jakiej cała nawet krew niewinnych nie była w stanie ugasić.

Wierzono że zamki nie potrafią czarownicy powstrzymać ani od wejścia ani wyjścia; a ogólnie podejrzanych o czary zakuwano. Ciało dało się obserwować, ale “przejawienie” mogło gdzieś kogoś krztusić czy dusić na śmierć, lub inaczej działać zło.

Względem odległych i wiejskich społeczności, był to niewątpliwie najciemniejszy czas w naszej historii. Wykształcenie jakie przywieźli ze sobą pierwsi osadnicy w większości zniknęło wraz z ich śmiercią, a nic się w Ameryce nie pojawiło by zająć jej miejsce. Do postępowań przeciwko czarownicom pobudzały wszelkiego rodzaju osobiste żale i urazy, a dano wolną rękę wszelkiego rodzaju złośliwości. Ludzie przeciwko którym podnoszono krzyk nie byli z klas niższych — raczej przeciwnie.


REKLAMA

Notki do poezji Emilii Dickinson

Fascykuły i druk; korelat poetycki z Websterem 1828, inspiracja łaciną i greką, wątek arystotelesowski, Rzecz perpetualna — ta nie zasadza się na czasie, ale na wieczności. Więcej

Wiersze
Czas a Wieczność | Miłość | Natura | Życie

Oskarżono nawet kapitana Johna Aldena, syna Johna wywodzonego od Mayflower; okrzyczano go czarcim mianem i uwięziono na piętnaście tygodni. Był człowiekiem o zdolnościach przywódczych i dystyngowanym, a mieszkańcem Bostonu od trzydziestu lat. Dowodził zbrojnym okrętem należącym do kolonii, jeden z najskuteczniejszych oficerów i dowódców marynarki. Miał siedemdziesiąt lat i był bardzo bogaty. Wszystko to go nie uratowało. Był w więzieniu już jakieś cztery miesiące, kiedy przyjaciele przekonali go do ucieczki. “Oburzona niewinność nie uratuje ci życia”, naglili, a w końcu zbiegł i pojawił się u zdumionych krewnych w Duxbury, którzy udzielili mu schronienia. Kiedy ogólny obłęd stracił na sile, nie było jak mu dowieść żadnego konkretnej winy, nie pojawił się żaden oskarżyciel, zarzucono więc postępowanie sądowe. Jednak do jego śmierci jego dzielny nawigator nie usłyszał o owym przeżyciu ani słowa bez gorącego gniewu co wybuchał wieloma marynarskimi wyrażeniami nie nadającymi się ściśle na salony.

Dzieci doprowadzano okropnym strachem do zeznawania przeciwko rodzicom; braci przeciwko siostrom; żony, mężowie, najdrożsi przyjaciele — nie szanowano żadnych więzi. Niektórzy odpowiadali na zarzuty w gniewie, jak Sarah Good co odparła z duchem, “Kłamiesz. Jestem czarownicą nie bardziej niż ty mędrcem; a jeśli odbierzesz mi życie, Bóg ci da krwisty napitek”. Pamiętacie pewnie iż to zdanie jakie Hawthorne, ów współczesny mędrzec, wkłada w usta Maule, w “Domu o siedmiu wierzchołkach”. Oskarżeniom zarzucić można było niezwykłą trywialność, ale nie wpływało to na ich skutek. Gdy jedni odpierali je w słowach, inni znosili oszczerstwa z delikatną słodyczą, jak Elizabeth How.

Rebecca Nourse zdobyła na swą korzyść więcej dowodów niż inni oskarżeni. Raz ją uniewinniono, ale jest powód wierzyć, iż Cotton Maher użył swych wpływów by postawić ją pod sąd ponownie. Jest pewne, iż gdyby wyrok w jej sprawie należał do ludzi z okolicy, zostałaby z triumfem uwolniona. Trzydziestu dziewięciu znaczących obywateli podpisało na jej rzecz petycję, ryzykując przychylne słowa, na które wtedy trzeba było mieć śmiałość. Ewidentnie jednak istniało stowarzyszenie osób zorganizowanych by ścigać i potępiać podejrzanych, a ci dybali na nią niemiłosiernie, definitywnie z udziałem instytucji sądowych. Gdy nadszedł przypływ wściekłego fanatyzmu, a Parris naciskał, nie tylko zamordowali Rebeccę Nourse, ale ją też przed śmiercią ekskomunikowali. Szkaradę owego okrucieństwa docenić się da koniecznie pamiętając, iż myśleli że ją tym wyrzucają na zawsze z nieba, tak samo jak rujnowaniem ziemskiego żywota szlachetnej i szacownej kobiety, która przez czterdzieści lat działała w społeczności jedynie dobro. Prześladowanie wielebnego Georga Burroughs było podobnie zbrodniczo absurdalne. Był, jak zawsze, w Casco Bay, gdy go oskarżono o użycie czarcich uroków; poszukano go i zamknięto w więzieniu. Był popularnym rywalem pana Parris i musiał zostać usunięty. Wedle oskarżycieli jego głównym grzechem było to, iż jako drobnej postury mężczyznę stać go było na widowiskowy wysiłek mięśniowy. Cotton Maher głośno go potępiał.

Jednakowoż John Proctor przejrzał prawdziwe wnętrze tej właściwie dzikiej orgii i przemówił jak wolny człowiek — za co stracił życie. Nikt nie mógł w owych dniach bezpiecznie nieść swym oddechem słów jak “konspiracja i omamienie”. Był tak odważny, że trzeba go było usunąć z drogi. Jego wspaniałe zachowanie przy śmierci zdaje się otworzyło paru ludziom oczy i uderzyło nieco w iluzję. Ludzie za sceną nalegali jednak na więcej horroru dla własnych celów. Nadal to co najgorsze ograniczało się praktycznie do powiatu Essex. Wtedy “dotknięte dzieci”, na które cudem niebo w pomście nie spadło czy ich nie skruszyło, stały się nazbyt siebie pewne. Tak się wprawiły w swych diabolicznych sztuczkach, że oszukiwały elektów, a przeceniały swe tymczasowe wpływy, które płynąc ze społecznej gorączki, kiedyś z natury rzeczy musiały wygasnąć. Podnosiły krzyk na ludzi na wysokich pozycjach, choć od samego początku było to niebezpieczne.

Dziewczęta oskarżyły wielebnego S. Williarda, pastora kościoła Old South a następnie rektora Harvardu — za co dostały od sądu naganę; potem niektórych w rodzinie Increase Mathera, bo nie był tak zapalczywy w denuncjacjach jak jego bardziej gwałtowny syn; a jeszcze potem pojawiły się plotki o Lady Phips, żonie gubernatora, i parę osób zaczęło wołać o koniec pogromu. Kiedy pani Hall, żona duchownego w Beverly, została oskarżona, komisja stwierdziła iż pewnie miało miejsce prawne niedopatrzenie, skąd ich umocowanie nagle i niespodziewanie wygasło, oraz nadszedł schyłek jednej z najstraszniejszych tragedii na świecie. Prędko i szeroko nastało obrzydzenie, przyśpieszone bez wątpienia paroma rozprawami o oszczerstwo i szkalowanie charakteru. Mówi się, Andover jako pierwsze się otrząsnęło i wróciło do równowagi. Jednakowoż dwa lata potem Koledż Harvard wydał “Propozycję dla wielebnych duchownych w Bożym Słowie”, aby zbierać “przejawienia, mienie oraz uroki”. Było to jednak daremne. Furia minęła. Ludzie i ławnicy kajali się w smutku nad swymi działaniami. W 1696, 14 stycznia, sędzia Sewall wstał w swej ławce w Old South i wręczył na mównicę swój artykuł pokajania i skruchy, gdzie go odczytano, a sędzia stał dopóki odczyt się nie skończył. Co roku zachowywał osobisty dzień pokajania i modlitwy, za swój udział w owej ogromnej niesprawiedliwości.

Trzynaście lat później Ann Putnam, jedna z trzech dobrowolnych podżegaczek całego owego horroru, przyznała się do udawania, co pozostaje w zapisach kościoła w Danvers. Dwadzieścia lat potem, w 1710, Sąd Generalny udzielił darowizn potomkom ofiar oraz anulował wyroki. Siedemdziesiąt lat później gubernator Hutchinson potępił całą sprawę publicznie jako oszustwo i narządzenie rozpoczęte przez parę nieodpowiedzialnych dziewcząt. A osobista ansa z pewnością dużo zdziałała w późniejszych oskarżeniach.


REKLAMA

Źródło do poezji Emilii Dickinson

Epsilon, predykacja, kontur samogłoskowy, odniesienie osobowe w myśli abstrakcyjnej oraz ogółem spójność stylu, względem rękopisów i druku utwór za utworem. Więcej

Wiersze
Czas a Wieczność | Miłość | Natura | Życie

Jest pewność, iż depozycje o inkryminującym dla oskarżonych charakterze dodawano cichcem do dokumentacji wiele lat po ich zamordowaniu, aby oskarżenie wzmocnić na rzecz zawstydzonych sędziów oraz śledczych.

Wierzenia nie zmieniły się jednak w mrugnięcie okiem, nawet jeśli popełnione potworności pobudziły świadomość. Wiele lat potem, w 1712, Karolina Południowa przyjęła akt króla Jamesa I, “przeciwko zaklęciom, czarownictwu oraz sprawom z diabłem i złymi duchami”, a Rhode Island jeszcze później, w 1727, nazwała takie sprawy przestępstwem i zarządziła dla skazanych karę śmierci.

Ludzkość jest skłonna do nagłej i niewyjaśnionej furii, a pamiętamy jak w 1741 powszechna stała się w Nowym Jorku pogłoska jakoby czarni konspirowali by wymordować wszystkich białych. Skutkiem tego spalono na stosie jedenastu czarnych, ośmiu powieszono, a pięćdziesięciu wysłano na południe do pracy niewolniczej. Panika ta nie była niepodobna do gorączki o czarownice, a tak samo fatalna dla swych ofiar. Upokarzające jest oglądać się na to wstecz, a policzek czerwieni się nawet dzisiaj. W 1692, byli sobie dobre natury boży ludzie, ale w religii łagodność jedynie trochę powściągała surowość, i to w jej imię dopuszczono się horroru i okrucieństwa, straszliwego tym bardziej, że popełnianego podobno w imię oskarżającego Boga.

Możliwe iż imaginacja, nie mając swego prawowitego ujścia w muzyce, malarstwie oraz umiłowaniu piękna, znalazła upust w owym szale; nie było nawet jak się cieszyć oddaniem nowej lekturze, takoż abnormalna, wyparta imaginacja, zaburzona i zwichrowana, prawie nierozpoznawalna, pożywiła się nieprawie owym niewysłowionym horrorem. Nigdy nie patrzę na wspaniałe zachody słońca co płoną za Czarcim Wzgórzem w Salem bez szybszego oddechu — to trybut oddany westchnieniem, choćby w wyobraźni, owym strasznym sprawom. Zyskiem jest jednak wspomnieć co do owych haniebnych wydarzeń, jak pierwszorzędne cechy ujawniły one w ich cierpliwych ofiarach — jak statecznie pozostawali przy fatalnym twierdzeniu o swej niewinności — jak jasno płonął ich mocny duch, pomimo otaczającego huraganu. To lepsze niż się rozwodzić nad okrucieństwem i bezeceństwem, ślepotą i fanatyzmem ich oskarżycieli i sędziów.

Emilia Dickinson mówi:
Nie miałam czasu na nienawiść, gdyż
Grobowiec krępowałby mnie,
A życie nie było dość sowite
By wrogości położyć kres.


REKLAMA

En face

Jedynym zatwierdzonym obrazem Emilii Dickinson jest dagerotyp, jaki jej siostra dała podobno niejakiemu Austinowi Baxter Keep w latach 1890-tych. Nie lubię tego dagerotypu jako po prostu niedbałego obrazu ludzkiej istoty. Obejrzałam go dokładnie po raz pierwszy i pomyślałam, oddano go jako wadliwy. Podzieliłam zdjęcie na warstwy CMYK. Więcej→

Takoż musimy dać im spoczywać. Po dwustu latach trawy rosną równie obficie nad oskarżycielami i oskarżonymi, nad sędzią i więźniem, nad prześladowcą i ofiarą; wspaniały firmament niebios nadal zatacza łuk swej cichej a brzemiennej niezmierności, nad tą samą ziemią co widziała dawną tragedię. Natura może być niemiłosierna, a ludzkość cuchnąć okrucieństwem i niesprawiedliwością, „A dalej, powraca zamyślona wiosna, Punktualny jak zwykle jest śnieg”; wszystkie te błędy i zbrodnie nie dają nam nie wiedzieć iż ludzkość znajduje drogę, etapami, powoli i przystając, do swego wyższego prawa urodzenia, aby objąć swą spuściznę wieków jako część radości i siły Stwórcy, “skrę zadowolenia Boga”, która jeszcze oświeci ten świat.


REKLAMA

Świat może i nigdy nie widział jej oryginalnego pisma, jeśli jej umiejętność została wzięta za nadnaturalną. Zapraszam do Wierszy Emilii Dickinson w przekładzie Teresy Pelka: zwrotka tematyczna, notki o inspiracji greką i łaciną, korelacie z Websterem 1828 oraz wątku arystotelesowskim, Rzecz perpetualna — ta nie zasadza się na czasie, ale na wieczności.
Wolny dostęp,
■→PDF w Internet Archive
■→E-pub 2.99 USD
Okładka twarda
■→268 stron, 21.91 USD


POEMS BY EMILY DICKINSON, E-BOOK

The world may never have seen her original handwriting, if her skill was taken for supernatural. Feel welcome to Poems by Emily Dickinson prepared for print by Teresa Pelka: thematic stanzas, notes on the Greek and Latin inspiration, the correlative with Webster 1828, and the Aristotelian motif, Things perpetual — these are not in time, but in eternity.
■→Internet Archive, free PDF access;
Electronic format, 2.99 USD
■→E-book | NOOK Book | Kindle
Soft cover, 260 pages, 16.89 USD
■→Amazon | Barnes & Noble
Hard cover, 260 pages, 21.91 USD
Barnes & Noble | Lulu