Jeśli jest Niebo, to w Niebie

Druga Wojna tak właściwie skończyła z wierzeniami w Boga co działa na Ziemi. Była terroem i destrukcją: ■Reich Security aresztowało Żydów jak i kogokolwiek innego; wojsko regularnie używało miotaczy ognia. Żaden Bóg ich nigdy nie powstrzymał. ■Gott mit uns znaczyło ■Bóg jest z nami.

Całkowicie ateista, człowiek by się jednak stawał „bio-istotą”. Wiewórki i koale wyglądałyby wtedy na względnie rozumne, bo nie mają proporcji mózgu do ciała jak gatunek ludzki.


Wpis tutaj ma uczciwie przedstawić mą wątpliwość; bez bawienia się. Niektóre teorie mogą wyglądać na szalone, jak antycznie Egpicjanie co ślą wiązki w Słońce (tyle że jakieś takie działanie, oczywiście w czasach nowożytnych, wyjaśniać by mogło ■Cud Słońca), ale wpis ma całą ową szczerość i uczciwość, z jaką umysł człowieka rozumie sam siebie, jak to napisał Tomasz Paine.


Rozglądając się dokoła… Rzeczy mają początki. Mniej więcej wszystko się zaczęło jakiś czasu temu. Możliwe, ktoś dał jakiś początek życiu na Ziemi, a to życie nadal się rozpoczyna, dzięki oryginalnemu zamysłowi: wiosna przychodzi rok w rok, a potem zawsze jest trochę czasu zanim się rzecz zmieni w zimę.

Patrząc w siebie. Możliwe, że mam duszę, bo ja, osoba, nie jestem częścią ciała. Mózg nie ma „rejonu ego” który by wyjąć czy włożyć; narząd używa sieci neuronów które jakoś — i to fakt nauki, jakoś, bez przybliżenia czy jednostek miary ogółem — pozostają zorganizowane w jakiejś harmonii, bez świadomego wysiłku z mojej strony, stąd może to być właściwością mojej psyche bądź duszy, z tymi sieciami sobie radzić.

Wedle oryginalnego zamysłu czy też standardowo, każdy by miał własną psyche czy duszę.

Dlaczego planeta Ziemia nie jest w kontakcie z żadnym życiem po życiu, choćby videocall, naprawdę nie mam pojęcia. Ludzie są wiele lepsi kiedy świadomi czego się spodziewać.

Wszystkie religie twierdzą że są prawdziwe. W każdej jest coś budzącego we mnie wątpliwość, silną dość by nie dołączać. Buddystyczna reinkarnacja neguje tożsamość i pamięć. Dziś możesz być tym człowiekiem, innym w innym życiu, nie pamiętając nigdy siebie dzisiaj, tak samo jak teraz nie masz jak pamiętać siebie z życia przeszłego.

Islam odmawia kobietom znaczenia. Nie wyobrażam sobie, ciężko pracować, także aby być dobrą osobą — a wszystko po to, by mnie posłano do wiecznego haremu. Byłaby to kara. Wyobraźmy sobie mężczyznę co musi całą wieczność koło kogoś biegać.

Nie wierzę jakoby Stwórca poddał swojego syna za własne jabłko. Jabłka to przede wszystkim owoce sezonu. Jeżeli abstrakcyjne i metaforyczne, jabłko byłoby abstrakcyjnym i metaforycznym owocem sezonu. A dalej, nigdy się mi nie podobał pomysł jak nagi raj.

Byłoby to emocjonalnie i intelektualnie możliwie najgorsze z doznań, znaleźć się w jakimś Wspaniałym Potem, zobaczyć że jest piękne, cudowne, fenomenalne, i pełne fajnych ciuchów, i się wtedy dowiedzieć że się zostać nie może, z braku zgodliwej filozofii. Złoczyńcy przynajmniej się spodziewają jakiegoś piekła, podczas gdy człowiekowi by poszło wszystko gładko, jak to ludzie opisują, otworzył się tunel czy coś podobnego, dusza miała gwarantowane bezpieczne lądowanie, we Wspaniałym Po czuł się naprawdę świetnie, ale jak w ramach swej poetyckiej licencji Emily Dickinson wskazała możliwość, był człowiek swym własnym wrogiem. Nie pomyślał nigdy jak tam żyć.

Nauczył się palić świeczki i brać udział w religijnych wydarzeniach; opanował dysputy o problemach abstrakcyjnych jak transcendencja — bo ma tę myśl większość ziemskich kościołów — ale nie ma w sobie takiej prostej filozofii dla życia Potem. Inne opowieści o życiu po życiu to gęste mgły gdzie się dusze wałęsają i zatracają w niekształcie.

Kiedy byłam płodem, całym moim światem było łono mojej biologicznej matki. Na pewno sobie nawet nie wyobrażałam świata fizycznego zanim się urodziłam. Teraz, w tym fizycznym świecie, wolę pomyśleć.

Czasem bywa człowiek skłonny „domknąć nawias” albo „ustabilizować niewiadomą”, aby objąć coś nieznanego w rzecz znajomą. Wszystkie religie tworzono kiedy ludzie dużo nie wiedzieli, ale wiedzieli czym jest poród.

Szopa dla zwierząt gdzie kopytne zaznają metabolizmu pożywienia w całej jego rozciągłości — to prawdopodobne skojarzenie z nieprzychylnymi zapachami przynajmniej. Jako okoliczność dla ludzkiego porodu, opisać by ją jako zagrożenie dla życia i zdrowia. Czy tak starożytni rzecz uskuteczniali?

Nie. Szybko się sprawiali z budowaniem tymczasowego zamieszkania, a Józef był wedle relacji cieślą. Ażeby się mieć ciepło, sprawnie krzesali ogniska, podczas gdyby akceptować ■Trójcę akceptowałby człowiek iż to Wszechmogący wybrał taką okoliczność dla siebie i swej ziemskiej, biologicznej matki.

„Czy ludzka pycha jest tak już nieznośna, że nie schlebia jej nic, tylko ofiara ze Stwórcy?” — zapytał Tomasz Paine w swym Wieku Rozumu na ■stronie 31. Z Trójcą ■współwieczną oraz ■współistotową, człowiek byłby ukrzyżował i Wszechmogącego.

NIe jest to coś co bym sobie wyobrażała na swój dobry początek w Wielkim Potem, mówić komuś — że wierżę iż Bóg umarł albo byłby za mnie umarł? Owo Potem to pojęcie fabuły, aby myśli dawać „miękkie lądowanie”, bo nie musimy myśleć od razu o Niebie, poziomie pewnie najwyższym, aby myśleć o swych możliwych pierwszych krokach w nowe życie, po swej fizycznej śmierci. Już na Ziemi człowiek nie zaczyna się uczyć od uniwersytetów.

Moja wiara jednak powinna być zawsze taka bym we własnych słowach mogła powiedzieć w co wierżę, także Bogu.

Rozumował Tomasz Paine ■na tej samej stronie 31: :
„Gdyby wynalazcy tej opowieści inaczej ją podawali, to jest, gdyby Wszechmogącego przedstawili jak przymusza Szatana by się ów sam na krzyżu w postaci węża pokazał, jako pokaranie za jego kolejne wykroczenie po zesłaniu w otchłań, opowieść byłaby mniej absurdalna — mniej sprzeczna. Jednak zamiast tego dają triumfować złoczyńcy, a Wszechmogącemu upaść.”

Religie mają mówić i okazywać w co ufają jej wyznawcy. Taka aprobata osób wierzących nie może być dla rzeczy którą odrzucają, a — ilu wierzących chłopców czy mężczyzn by się chciało na krzyżu pokazać swym dziewczynom, żonom, czy matkom? Ilu by się podobał pomysł iż ich poczęto wprost dla celu ukrzyżowania? Bóg albo by tę wiedzę przed Marią ukrył, albo byłaby ona uczestniczką owego planu.

Jednakowoż żadna taka ziemska kobieta co by urodziła Wszechmogącego na Ziemi nie miała jak istnieć. Wszechświat był przed Ziemią, i nie wierzę w Marię. Nie zamierzam tu nikomu zniewagi. W końcu chrześcijanie nie wierzą w Allaha jako Boga i nie jest to zamierzane na obelgę.

Jest taka zupełnie prozaiczna możliwość z którą szukać mogę pocieszenia, że ktoś napisał sztukę, jak na publiczne przedstawienie, i wszystko to się zaczęło jako teatr. Potępienie za jabłko to dość problemu. Nie ma jak być potrzeby dodawać przewinę wobec Syna, o ile to prawda iż istota Wszechmogąca miała czy też ma syna, a metodą pozostaje winić wszystkich za to co się dokoła dzieje, jak przy grzechu perworodnym. Owo ukrzyżowanie wedle teorii było na Ziemi.

Krzyż by miał wyrażać boską miłość do człowieka. „Mówi się nam, książki te są Słowem Bożym, od książki Rodzaju, a na tej Objawień kończąc (która jest raczej księgą zagadek, gdzie by trzeba objawienia, żeby objaśnić). Takoż przyzwoicie by nam było wiedzieć, kto nam tak powiedział, abyśmy się rozeznali jaką dawać tej relacji wiarę. Odpowiedzią na to pytanie jest, że nie wie tego nikt; tylko my sobie tak wzajem opowiadamy” — rozpoczyna 7 rozdział swego Wieku Rozumu Tomasz Paine, a potem dowodzi krok po kroku, iż autorstwo biblijnych książek pozostaje niepotwierdzone, a one same jedna drugiej przeczą.

Jak by nie było, ■Pierwszy list Jana mówi, Trzech jest, którzy dają świadectwo na niebie, Ojciec, Słowo i Duch Święty. (Wycliffe, 1 Jan 5.7-8). We frazie, miejsce dla Syna byłoby gdzie jest Słowo — nie ma innej Trójcy, a Biblia Gutenberga ma na słowo verbum, bez syna. Ta o synu to może opowieść ze słówek.

Wiele z wysłowienia by się wzajem znosiło gdy rzecz jest o ludziach, jak dziewica i ■matka przynajmniej siedmiorga, panna i żona Józefa, oraz cieśla z żoną w połogu co jej znajduje miejsce w szopie dla zwierząt.

Żaden człowiek by nie dał rady zwisać w pozycjach ciała jak u ■Hieronima Boscha, czy jak w wielu także dzisiaj kościołach — za trzy gwoździe przez sześć godzin, a takie jest chrześcijańskie nauczanie — pod ziemską grawitacją. Upadając, każdy by cierpiał dalsze obrażenia.

Jedyne co by się dało, to „się trzymać za trzy asz”: trzy malutkie gwózdki oddawały liczbę trzy w antycznym sumeryjskim piśmie klinowym, podczas gdy Hebrajczycy mieli tę cyfrę na symbol nowego życia oraz kompletności, owych dwóch za jednym razem, dla ich Biblii.

Moje podejrzenie o teatr (raczej niż inny rodzaj prezentacji) wzrosło z tradycyjnymi, starożytnymi chińskimi yanami, co mają w swym secie teatr oraz obfitość efektów. Nauczanie Konfucjusza opisać by jako „wiedzę o yanach”, lub też jak decydować o swej soli. Symbole te to 演, 衍. Tomasz Paine kojarzył nauki Christosa z tymi Konfucjusza, w swym Wieku rozumu.

Xerxes cuneiform, Wikipedia

Gdy materia jest symboliczna, nie ma prawdziwego ukrzyżowania. Malutkie gwózdki widać tutaj na obrazku. Pisemna opowieść o Christosie ma przerwę, między jego wieke dorastania a dojrzałym, a nie ma zapisu dla wina, kiedy ■w Mezopotamii woleli ludzie piwo.

Co do wszelkiej fizycznej możliwości, wyprostujmy ramiona w bok i zobaczmy jak długo je utrzymamy w górze. Żadne metalowe gwoździe ramion nie wspomogą, bo takie przebicie ciała byłoby bardzo bolesne i szokowało mięśnie. Nie wiem czy by ktokolwiek wytrwał 30 minut, bez żadnych gwoździ i bólów, a po prostu pod ziemską grawitacją.

Zauważył Tomasz Paine,
„Opowieść o zmartwychwstaniu następuje po tej o krzyżu; w tym zarówno jak tamtym, pisarze, kimkolwiek byli, nie zgadzają się tak bardzo, że jest ewidentne iż żaden z nich tam nie był.”

Rozbieżności między Mateuszem, Łukaszem, Janem i Markiem są w sprawach co by były ważne w życiu, ale mogą być pomieszane w opisach dla teatru.

„Pośród tych pisarzy nawet dwóch się nie zgadza w odczytywaniu, dokładnie w tych samych słowach, pisemnej inskrypcji jaką nam mówią, umieszczono nad Chrystusem kiedy został ukrzyżowany; a poza tym Marek twierdzi, Chrystus został ukrzyżowany trzeciej godziny (o dziewiątej rano), a Jan mówi iż szóstej (czyli o południu).
Inskrypcja tak jest w tych książkach ujmowana w słowa:
Mateusz — To jest Jezus, król Żydów.
Marek — Król Żydów.
Łukasz — To król Żydów.
Jan — Jezus z Nazaretu, król żydowski.”

Wyciągnął wniosek Tomasz Paine:
„Nieporządek w jakim są w tych czterech książkach dzieje, a bywa, jedna milczy o rzeczy którą druga opowiada, albo mówią o tej samej inaczej, pozwala przypuszczać że te książki to produkty jakichś osób indywidualnych gdzie nie miała jedna z drugą powiązania.”

Mężczyźni co sztukę zapisali nigdy się nie spotkali by uzgodnić jej spójną wersję. Może pochodziła od wędrownego teatru, a powodem dla którego nie została nigdy jako teatr zachowana mogło być szczególne słownictwo. „Cały ten świat to teatr”, napisał Szekspir, ale oczywiście nie o takim co go zdjęto z afisza.

Sztuka by miała frazę jak „ten (jedyny) syn Boga”, the (only) son, okreśłenie możliwe w grece, a imię Christos jest greckiego pochodzenia. Wszyscy płci męskiej mogli być Boga synami, każdy osobno jednym z synów, a son, choć znając swych biologicznych rodziców. Jednak fraza jak „ten jedyny syn” możliwie sprawiła że się ludzie stali ostrożni, by nie obrazić zaświatów.

Także dzisiaj bywa, ludzie idą do teatru czy kina by zobaczyć rzeczy co się w życiu nigdy nie dzieją. Antyczni Rzymianie ukuli oryginalnie frazę divide et impera, ale vox populi, vox diei utworzono setki lat po upadku imperium. Pytanie ludzi co robić nie było starożytnym rzymskim zwyczajem, a Piłat, postać na którą nie ma właściwie historycznych dowodów, pozostawiłby osąd pomiędzy Barabaszem a Christosem zgromadzonym na miejscu ludziom.

Teatr ten by ogółem mówił, ludzie źle wybierają. Starożytni Hebrajczycy nie byli chętni demokracji. Zawsze mieli słabość do hierarchii.

Owo głosowanie ludzi da się zrozumieć tylko jeśli przyjąć postać Christosa za zupełnie symboliczną, a przedstawiającą antyczne zastosowania energii słonecznej. Starożytni Egipcjanie używali optycznie skupionego słonecznego światła by topić granit, a słynna arka przymierza byłaby optycznym intrumentem co „usuwa góry”.

Nie jest to pojmowanie dla teatru nieprawdopodobne. Przed chrześcijaństwem, ludzie świętowali zimowe przesilenie scenami z Matką Naturą, Ojcem Czasem, oraz Dzieckiem-Słońce. Dziś, z różnicą zaledwie paru dni, święto jest znane jako Boże Narodzenie, lub ■Wigilia środka zimy: Yule.

Do szczegółu, imię Christos wywieść by od greckiego ■κεῖρις (keiris lub kiris), które oznaczało bajecznego ptaka legendarnego festiwalu słońca bogini Ateny. Zapraszam do lektury o ■Garudzie z Knossos (praca w toku).

Starożytnym problemem byłoby iż ówcześni Egipcjanie nie tylko używali światła ze Słońca, ale odbijali jakoś promienie w Słońce czy kosmos obok z powrotem, a jedną taką słynną konsekwencją były Egipskie Plagi. Słońce jest z Ziemią w fizycznym sprzężeniu zwrotnym, mówi ■dziś nauka.

W owych antycznych czasach Słońce było bóstwem, a takoż pojawiły się opowieści iż Bóg zakończył żywota pierworodnych synów w Egipcie, podczas gdy wydarzenia byłyby skutkiem fizycznej niestabilności na Ziemi.

Stwórca co kończy żywot swego syna na krzyżu; potem, przywraca ludzkość do życia na Sąd Ostateczny, a kończy świat wraz z upadkiem rzymskiego imperium — wygląda to na pomysły ludzi z owych czasów.

Strój głowy „anioła” ze starożytnego Egiptu mógł być używany do wyznaczania parametru optycznego. Z krzyżem geodezyjnym, arka to może kąt optyczny, gdzie nacięcie czy rowek to możliwie znacznik dla konwergencji fizycznej.

An ancient Egyptian „angel” or angle..
A symbolic Hebrew „arc or convergence”.

Konstelacja Crux zmieniała się wtedy relatywnie co do miejsca, z powodu precesji osiowej planety Ziemi: ludzie pewnie myśleli że to jakiś interes Boga, podczas gdy się bali że może tracą swoje ustawienia dla fokusa, a ich jedynym pomysłem na Ziemi istnieć była dominacja. Nie wyobrażali sobie życia bez ciała, stąd zmartwychwstanie na Sąd. A na koniec, nie do pomyślenia było dla nich iż kiedyś imperium rzymskiego już nie będzie.

Oczywiście, w przypadku agresywnej irradiacji słonecznej umiera na Ziemi zawsze człowiek, a nie żaden bóg. Co do antycznych pojęć o sprawach nad-naturalnych i naturalnych, zapraszam do ■Baśni Kształtnej i Przystojnej (praca także w toku).

O ile skrypt teatralny o soczewkowaniu solarnym by miał dziś wygląać na wiedzę ezoteryczną, takie soczewki były oczywiście dla ludzi widoczne, a większość z nich wiedziała co działają. Poczucie humoru niekoniecznie by pochodziło od osoby uczonej.

Napisał Tomasz Paine, ludzie pozostają relatywnie w takim samym wobec Stwórcy stanie jak zawsze, a myśleć tak, to najlepsza otucha.

W rzeczy samej, notka na stronie zapytywać by tu mogła, co by tak było pośród ludzkich zachowań i działań zgodliwe, pod Słońcem, gdyby zrobić film z napisem co mówi, „Jest przekonaniem tej osoby iż jedyny syn Boga z jej względu umarł”. Jest to pytanie absolutnie bez poczucia humoru. Jestem magister.

Źródła

Cały ten Paine

Cytaty z Biblii dokonane przez Tomasza Paine w jego Wieku rozumu, wszystkie w jednym miejscu.

Nie potrzebuję myśleć iż ktoś za mnie umarł, by wstać rano i mieć wartościowy dzień; absolutnie nic pośród mojej aktywności nie wymaga zakończenia czyichkolwiek funkcji życiowych; nigdy bym nikogo nie ukrzyżowała, chyba że by się domagał przykładając mi do głowy broń.

Nie wierzę w ■”Cud Słońca”, w świetle narracji starożytnego Egiptu. Niezwykła aktywność solarna byłaby skutkiem grawitacyjnego soczewkowania lub kosmicznego ■Fata Morgana. Kosmos się do nas może i od czasu do czasu „uśmiechać”.

Nie wierzę w przepowiednie z Fatimy, bo nie ma jak być trudnym zmanipulować niepiśmienne i nieświadome dzieci by wierzyły że zobaczyły anioła albo inną postać religii.

Nie wiem kto co zrobił, co do fokusa i dzieci, ale nie znaczy to iż źródłem musiał być Stwórca. Podejrzany może być wywiad wojskowy, ale nadal, nie wiem czy było takie zaangażowanie i z jakiego kraju. Wiem, że strach nie jest wiarą.

Ludzie inni niż sprawcy mogli i mogą się obawiać o planetę Ziemię — każdy wie że to Układ Słoneczny; jak coś zrobić Słońcu, coś się prawdopodobnie stanie Ziemi, bo Ziemia się wokół Słońca kręci — podczas gdy podtrzymywanie religijnej tajemnicy mogłoby tylko oznaczać iż takie działania byłyby powtarzane, kiedykolwiek byłby „czas na znak od Boga”.

Całkiem możliwie owi starożytni Egipcjanie nie chcieli tego Egiptowi zrobić; coś się tylko poślizgnęło. Coś się może poślizgnąć znowu. Na korzyść Grecji chcę odnotować, ich gryf nie ma skrzydeł: nie wzniósłby się w górę. Takie rozwiązanie może dla Ziemi działać.

W antycznym Egipcie używali nawet zaćmień żeby dostać więcej chmielu, bo ludzie nie wiedzieli co to jest, ta ciemność. Tym razem nie wiedzieliby co to jest ta jasność. Rejony światła aurory potrafią wypalać życie na Ziemi swymi częstotliwościami.

Po „Cudzie Słońca” bezpośrednio nastały Wojny, Pierwsza i Druga, gdzie postęp pomysłów nazistowskich był znacznie wspomożony aurorami blisko powierzchni niemieckiej ziemi. Fatimy nie ujawniono publice do 21 stulecia, ale wiedza o sprawie oczywiście przedtem istniała. Wywiady i urządzają „przecieki” gdy im to wygodne. Czytałam, w książce, nazywało się to w Polsce „zapuszczaniem kreta” kiedy przekaz był fałszywy.

„Kiedy zobaczycie nic oświetloną nieznanym światłem, wiedzcie, to wielki znak dawany wam przez Boga że niedługo ukarze ten świat”.
■Burza fatimska była geomagnetyczna, a plamy obserwowano na Słońcu i przedtem, jedna w 1937. Jak posłać w Słońce fokusa, robi się plama?

Kogo by podejrzewać o posyłanie fokusa?

1. Któraś z monarchii. Czy perswadowano Jerzemu VI, a Elżbieta Windsor była wychowywana do „przeznaczenia”? Brytyjscy władcy są namaszczani, by okazać że to Święty Duch ich inspiruje, a obiektem jest Anglia zarówno jak Commonwealth.

Co do kobiet, monarchia oferuje owo siedzisko w spodziewaniu iż kobieta dozwoli u siebie na stan ciąży i przyniesie potomstwo.

HIszpanie mieli problem z zachowaniem swojej monarchii, a wszystkie mają ofiarę z Boga za wymówkę, choć potencjalnie nie ma nic aż tak piknego w śmiertelnym człowieku, a ■monarchia Christosa byłaby jak musztardowy krzaczek gdzie by sobie siedzieć mogło ptactwo, a persica rosła wtedy na pustyniach czy innych terenach nieuprawnych; gałązek używano jak szczoteczek do zębów. Uprawne brassica ptakom usiąść nie dają, bo były i są mniej więcej jak polne ziele.

Imię róży pokazuje mnicha co zjada książkę nasiąniętą szkodliwymi substancjami w obawie przed komedią. W jego umyśle ludzki produkt jest tożsamy z Bogiem: wyjawienie produktu byłoby jak obrazić Boga, podczas gdy Bóg nie jest znany z pisania teatru. Odrzucenie sztuki nie ma jak być tym samym co opuszczenie Stworzenia oraz Istnienia.

Może być taka opinia, że Bóg czy Wielkie Potem by ludzi poprawiło, gdyby byli w błędzie. W owym Po możliwie jednak chodzi o zgodliwe współistnienie w naprawdę długim czasie, a to może być tylko twoja własna narcystyczna skłonność, twierdzić iż Bóg umarł dla twego dobrobytu. Nikt się czegoś takiego nie spodziewa po żadnym szefie na Ziemi — żeby dbał o wszystkich i ich poprawiał.

Możłiwie, Wieczność nie jest tyko inna; jest poziomem wyższym, bardziej wyrafinowanym. Ziemskie trony mogą wyglądać na małe. Ten świat to ■yānxiá, 烟霞, jak spojrzeć w wiedzę o yanach; taka — wydajna Euterpejska, w ramach komplementu — jednak mgiełka.

Zwolennicy Christosa nie szliby do Wielkiego Potem. On by dla nich tworzył miejsce, ■Jan 14.3: A jeżeli pójdę.i dla was przygotuję miejsce... Wedle Biblii nigdy nie wrócił po owych apostołów. Zmarli na Ziemi.

Rekomendacja Christosa by kochać wroga, była „abyście mogli być dziećmi waszego Ojca w niebie”, ■Matthew 5.44-45. Wzięte symbolicznie, słowa te mogłyby sugerować iż świat naturalny został stworzony przez istotę płci żeńskiej. Nie byłoby trzeba kochać wroga (niemożliwość), aby być „dzieckiem” niebiańskiej Matki.

Czy było to owych czasach bardzo humorystyczne, oczywiście nie wiem. Wszyscy jednakowoż wiedzieli że pogoda to nie moralitet (5.45).

3. Oczywiście katolicy, ale byliby tak prostolinijni w poszukiwaniu dla siebie uwagi, a wojna jako skutek tak przewidywalnie by przyniosła testowanie wiary i wytrzymałości na klerze jak i wierzących, że wątpię. Nie mówię że się nie mogę mylić, i jest to może po prostu uprzedzenie, ale ■Richelieu był katolikiem, a stylem była „szara eminencja”. Wojny już „się podgotowywały”, kiedy przyszła Fatima.

4. Rosjanie? Mając taką zdolność, zachowali by ją dla swej obrony raczej niż robili pokaz dla Portugalczyków. Nie mają „brytyjskiego kompleksu”, czyli ambicji utrzymywać od Boga pochodzącą wyższość. Zastrzeżeniem wobec ■prawa Snella byłoby soczewkowanie grawitacyjne, że się rzecz może w przestrzeni kosmicznej „poślizgnąć” jak starożytnym Egipcjanom.

Nie wierzę by „Cud” przekonał KGB; jeżeli, to do zbudowania podziemnych lub inaczej ukrytych miejsc o strategicznych możliwościach. ■Ну погоди! to nie tylko motyw w kreskówce.

5. Amerykanie? Tylko by zapomnieli obalić brytyjską monarchię…

Jak przedtem, wpływ „Cudu” by się wyrażał w podziemnych lub inaczej ukrytych miejscach, a nie perswazji. Amerykanie są całkiem sobie zaawansowani w naukach, a optyka to rzecz fizyki.

Fatima sobą nie niesie niczego realnie nadprzyrodzonego, jak porównać staroangielskiego ■Beowulfa: Wound up to the welkin that most of death-fires, Before the howe howled; there molten the heads were… ■Wikisource.

Wyobrażenia Fatimy pzostają przy śmiertelnym ciele, jak anioły 3 Sekretu co „zebrały krew męczenników i spryskiwały nią dusze”.

Styl jest jak wojownika co się domaga terytorium, tutaj, Rosji. Wszechświat stworzyłby jednak ktoś co się zdecydował na ■stałą grawitacyjną przy 6.674×10−11 m3⋅kg−1⋅s−2, ■jednostki SI. Maleńkie to i w wartościach ujemnych: wrażeniem jest wyrafinowanie, a nie brutalna siła.

W tym świecie burze są oczywiście możliwe, ale byłby wyrafinowany wzorek i do tego. Może tylko czlowiek bierze czasem rzecz nieco za daleko, gdy mówi iż dźwięk ma we wszystkim zasługę. Nie twierdzę że jest nieistotny, ale czym jest dźwięk? Wrażeniem słuchowym dla interwału? : )

Dopuszczam taką możliwość — jako że po prostu niewiele wiadomo — iż ta wyrafinowana ziemska wydajność przyszła z żeńskiej ręki. Zachowuję w tej kwestii powagę; absolutnie nigdy nie będę kochać wroga, czy ogółem szkody (wierzę iż siła fizyczna w przypadkach niezgody powinna być użyta tylko jeśli absolutnie potrzebna). Całkiem możliwie, w takim Wielkim Po dusze czy istoty by się do pewnych zakresów wrogości wcale nie posuwały, a temat kochania wroga by tam nie istniał także z powodu lepszej wiedzy.

Po tej symbolicznej stronie, Biblia by mogła mówić czego Ona Stwórca nie nigdy zrobiła, mówiąc, On zrobił/rozkazał, gdzie On Stwórca nigdy na Ziemię też nie przychodzi.
„Znaczenie pierszego pnia (hebrajskiego czasownika robić, עשה, ‚asa) jest tak podatne, że sens drugiego da się weń wcisnąć i bez większej wyobraźni”, możemy przeczytać o biblijnym hebrajskim u ■Abarim Publications.

Dwie niedźwiedzice co rozdzierają dzieci, ■2 Królów 2.23-5, to możliwie opowieść o dwóch Ursach, ■Maior i ■Minor. Te nigdy się osobno nie pokazują; a możliwie nie da się ich z Ziemi rozedrzeć (jak fokusem?). Dzieci byłyby obłożone „klątwą” w imię Jego Stwórcy, ale On się nie pokazuje. Opowieść by mówiła, Ona nigdy by nie rozdarła żadnych dzieci, Ona Stwórca jest dobrej woli.

Możliwie w Izrelu nigdy nie było niedźwiedzi grizzly.

W gramatyce Agent to relacja tematyczna (■Wikipedia), a pojęcie jest takie samo od niepamiętnych czasów; tyle że mówili agens w starożytnej łacinie.

NIe jestem pewna symboliki dla liczby 42 w tej opowieści o niedźwiedzicach i dzieciach. Kochab jest 42 razy większy w średnicy niż Słońce i ma planetę 6.1 razy masywną jak Jowisz, z orbitą 522 dni, mówi Wikipedia o Ursie Minor. Jakoś właściwe wyjaśnienie dla liczby 42 może być inne, ale tak samo, nadal zupełnie symboliczne.

Liczby jakie by starożytni Hebrajczycy brali do niewoli wyglądają na duże — a jak dużą mieli oni armię, wałęsając się po okolicach z namiotami? Na Ziemi z pewnością stało się wiele rzeczy okrutnych, ale część biblijnej notacji może być symboliczna.
Odnotował Tomasz Paine o złym moralnie przykładzie, „liczba kobiet-dzieci przekazanych zbrojnym na rozpustę z rozkazu Mojżesza to w sumie trzydzieści dwa tysiące”, co ■Biblia potwierdza.
Ta sama książka Liczb mówi, „A Mojżesz oraz Eleazar, kapłan,
a też wszyscy którzy byli obecni na zgromadzeniu książęta, wyszli ich powitać poza obozem„.

Były rzeczy współczesnym oczywiste, w czasie gdy ten prawdopodobnie teatr by dawał przedstawienia, jak u ■Mateusza 5.44-45, że deszcz czy słoneczna pogoda nie są moralitetem, podczas gdy hebrajski miał inny czasownik dla działań moralnych.
„פעל (pa’al) opisuje raczej czyjeś czyny moralne”, mówią Abarim.

Ażeby to dla angielskiego wyjaśnić, możemy sobie wyobrazić że są czasowniki to do oraz to make, ale dla tych moralnych spraw zachowujemy Staroangielskie ■macian. (Hebrajski jest znany z trzymania się tradycji).

Moglibyśmy dziś słówko czytać {masian}, ale jak spojrzymy na późniejszą formę, maken, powiedzieć byśmy mogli {makian}: to C było prawdopodobnie ilterą alfabetu, jak długo by mówić circles i cats.

Takoż nasz język tak by się miał, że dla niektórych rzeczy mamy to do, dla niektórych to make, ale dla tych spraw co je uważamy za moralne używamy „makian”. O pogodzie, deszcz czy słońce, od razu wiemy że to żadne „makian”. Drogą skojarzenia byłoby to jak „królestwo. za szczoteczkę do zębów”, jak wyżej. Gatunkiem literackim byłaby komedia.

Bez wielu szczegółów, ludzie jednak zawsze wiedzieli o atmosferze, że musi być deszcz i musi być słońce; inaczej byłaby susza albo powódź. Co do dalekich niezmieszkanych ale znanych miejsc, nie mówili i w czasach od dnia dzisiejszego bardzo odległych, że piorun nie miał sensu bo nie było tam nikogo kto mógł zgrzeszyć.

Pamiętajmy, istota ludzka ne byłaby zdolna wisieć na sposób jak stwierdzony dla Christosa, pod grawitacją ziemską. Motyl by mógł: a wpis tutaj jest uczciwie o mojej wątpliwości; jestem lingwistką, a hebrajski to język jak wiele innych. Jeżeli jest Bóg, to Bogiem jest Bóg. Religia to religia. Język to język. Ludzie to ludzie.

Te moralne działania po hebrajsku potrafią sprawić zwątpienie.
Pomiędzy przykładami jakich Tomasz Paine dostarcza by argumentować przeciwko Biblii, jeden jest z ■2 Królów 10, gdzie „zdawana jest relacja o dwóch koszach pełnych głów dzieci, liczbą siedemdziesięciu, wystawionych u wejścia do miasta”; zamordowano je na rozkaz Jehu, który został później namaszczony przez „bożego męża” na króla Izraela.
Ów bóg też byłby nieobecną osobą płci męskiej.

W gramatyce, rzecz bez tematycznego Agensa (wyżej) może być ■Stroną Bierną (the Passive), gdzie się da powiedzieć „robi się to”, a też czasami „to się zdarza”.

Co do bierności i cierpienia, jak przy pasji Christosa (passion), powiedzieć byśmy mogli, Ziemia cierpi pod Słońcem, a tak samo, że pozostaje w orbicie, bo tu słówko cierpienie pochodzi od łacińskiego sub-fero, czyli nieść dalej, jak pod grawitacją albo z wyznaczenia.

Oczywiście planety to wcale nie boli, a cóż, myślę ludzie drażnili Tomasza Pain o jego nazwisko, stąd wystąpił z paroma własnymi rzeczami i zmienił nazwisko na Paine.

Pokrótce, aby dodać o sposobach rzecz wymówić jako innych od tych żeby ją zapisać, hebrajskie słówko na chleb od wieków jest מצה, maca. Dźwięk pośrodku to właśnie owo {ts} co je tak tarożytni Rzymianie wymawiali przed damogłoskami przednimi (Ogłada w łacinie), a literkę znajdujemy w staroangielskim czasowniku na tworzenie, macian.

W łacinie mówili panis na chleb, a pozostaje to dzisiaj formą by się zwracać , pan, co działa jak codzienny mister — a też dla Lord, jak zapisać z dużej litery, Pan. To ostatnie bywa używane przez wierzących za Boga.

Ultima Coena była po łacinie na Ostatnią wieczerzę, a cena pozostaje słówkiem na wartość w pieniądzu, w kraju bursztynowego szlaku, Polsce. Po łacinie coena było wymiawiane {tsena}, dokładnie tak samo jak cena po polsku.

Po francusku na chleb piszą od dawna pain, a wymawiają inaczej niż po angielsku.

Angielski był językiem istniejącym kiedy pisano Testament. W brzmieniu, the Sun i son trudno odróżnić bez kontekstu. Jak byśmy tylko usłyszeli frazę, „Here comes the {sᴧn}”, nie wiedzielibyśmy czy to syn czy Słońce, the son or the Sun.

Chrzescijańska ■monstrancja wygląda na symbol centrum Układu Słonecznego, podczas gdy hebrajskie גֶרֶם הַשָׁמַיִם, gerem hashiamim, kojarzy ciało (łacińskie corpus) oraz niebiańską sferę.

Buddyjskie ■pali, język Buddy, brzmi jak hebrajski czasownik dla moralnego działania ■pa’al. Buddyści możliwie też tylko coś zapamiętali.

Względem popularności czy też przyjmowania chrześcijańskiej wiary, moglibyśmy powiedzieć, no racja, ludzie byli w tych antycznych czasach naiwni, a jeszcze w 20 wieku się widzowie wedle relacji „uchylali” od lokomotywy na kinowym ekranie. Znaczyłoby to, ludzie wzięli teatr za rzeczywistość, ci wsześni chrześcijanie.

Prawda może nie być tej planecie komplementem, jednakowoż możliwie ci wcześni chrześcijanie szukali śmierci. NIe będę nigdy chwalić niewolnictwa w Ameryce, ale nie miało tej tureckiej „rozkoszy” by grać w szachy używając za figury żywych ludzi, gdzie tym zbitym zakańczano życiowe funkcje. Jeżeli czegoś nie zrobiono antycznym niewolnikom, którzy byli jeńcami, mieli wspomnienia życia na wolności, to tylko jeszcze nie zostało to wynalezione.

Wczesnych chrześcijan oferowano głodnym drapieżnikom, czym niemądry lud Rzymu, bez umysłu dla praw człowieka, cieszył się głównie interpetując pokaz jako poświęcenie, podczas gdy dzikie mięsożerne, trzymane bez jedzenia w klatce przez jakiś określony czas, było bardzo szybkim zabójcą. Żaden człowiek przy egzekucji nie mógł być bardziej skuteczny. Wedle relacji, niektóre z ludzkich ofiar nie próbowały się bronić.

Wielu głośno mówiło o Christosie i śpiewało o nim w więzieniu pieśni, bo nawet gydy uciekli, nie znali drogi do domu, a nie wiedzieli też czy ich dom tam jeszcze był. Życie z gatunkiem jak siedzisk areny było prospektem nieznośnym.

Religia takiego poświęcenia nie wymagała, jak możemy przeczytać we wspomnieniach niejakiego Franklina. Jest on jednym z moich podejrzanych przy frazie novus ordo seclorum, by powiedzieć nowy naród bez konotacji nie do ścierpienia. Zapraszam, ■A new people come.

Wracając do zapytania dlaczego ta planeta nie jest połączona z jakimś miejscem w kosmosie czy ponad, powiedziałabym, nadużywanie sobie przez ludzi na ludziach jest najważniejszą przeszkodą. Jeżeli idziesz przeciwko swemu rodzajowi, kto ma ci ufać? Zaraz potem byłyby dzikie opowieści o Bogu, ale to może by się dało jakoś uleczyć: Bóg byłby rodzajem innym także względem odporności na napaść, podcas gdy pierwsza z przyczyn, nadużycie na tym samym rodzaju, wygasnąć by mogła tylko gdy rzeczeni ludzie by zdecydowali zmienić swą myśl i zachowanie (nie każdemu się podoba na Ziemi sobie na innych nadużywać).

Zasłyszałam taką teorię, ta Ziemia jest uważana za lunatykowo w innych miejscach w kosmosie, i jest po temu regularny ruch turystyczny. Cóż, może się i nie da zajść daleko z nadużywaniem sobie na swym rodzaju. Prawda, te podróżujące światła nigdy się nie zderzają.

Ja nie idę dalej w tą teorię, że opowieść o Synu utworzono na słówkach, że ją wytworzono jak ze słownika, bo mam swoje prace do ukończenia i zajmą mi nieco czasu, i nie są religią — co robię to translacja, a inne to zdeklarowane baśnie, lub gramatyka; ale kto jest zainteresowany, proszę się poczęstować.

Opowieść na słówkach wygląda na bardzo prawdopodobną, jak pomyśleć że apostołowie nie zadbali się spotkać i uzgodnić swe relacje w jedną wersję. Chociaż spotkaliby się przy Ostatniej Wieczerzy i potem po Zmartwychwstaniu, nigdy nie porównali notatek. Ziemska grawitacja nie jest jedyną sprawą, choć ważna. Narcyzm wobec Boga bądź Bóg oczywiście także jest bardzo silną przeszkodą: nie ma poświadczenia czy dowodu jakoby Bóg miał jedynie jednego poczętego syna i go ofiarował na ukrzyżowanie — mając taki plan, czyli począwszy w tym celu — podczas gdy każdy człowiek jest odpowiedzialny za swą duszę, i wiarę. „Oni tak mówią” niewiele może znaczyć wobec pytania, „Czy ty wierzysz”. Czy my wierzymy bo oni tak mówią?

Ten passus z Tomasza Paine staje się dla mnie zrozumiały w kontekście z prawdziwością jak potwierdzona, Syna. Nie ma takiej afirmacji z żadnych NIebios. Są tylko źródła od ludzi.
„Obdarzywszy Szatana triumfem nad całym Aktem Stworzenia, spodziewałby się człowiek, kościelni mitolodzy byliby choć uprzejmi posłać go w otchłań z powrotem, a jeżeli tego by uczynić nie zechcieli, przynajmniej postawiliby na nim górę (bo mówią, ich wiara potrafi górę z drogi usunąć), albo jak mitolodzy wcześniejsi, wsadziliby go pod jakąś górę, ażeby się nie miał jak znów dostać między kobiety i szkodzić. Zamiast tego dają mu jednakowoż żyć na wolności, nawet nań nie nakładając obowiązków warunkowego zwolnienia. Sekret w tym, że nie potrafią się bez niego obejść; toteż uporawszy się z trudami jego utworzenia, dali mu łapówkę by został. Przyobiecali mu wszystkich Żydów; wszystkich, jak przewidywać, Turków, do tego dziewięć dziesiątych świata, a w targu i Mahometa. Czyż da się po tym wątpić w szczodrość chrześcijańskiej mitologii?

Dlaczego mówić jakby planeta Ziemia cała była pod targiem… Chyba że byłby to narcyzm wobec Boga lub Bóg, mówić bez poświadczenia, „jedyny poczęty syn”.

W potocznym polskim, „mały/mała diabełek” czy „taki/taka szatan”, to frazy o dzieciach co się żywo poruszają, obydwu płci. Mówią tylko że dzieciak dużo się rusza. Jest to zazwyczaj u dziecka bardzo zdrowe, a frazy są definitywnie metaforami, gdyż zwyczajnie „szatan” to dość by powiedzieć że kawa jest mocna.

Tomasz Paine się powołuje na jeszcze inny passus, a ten mówi, Szatan znał Bóstwo.
„Widziałem na ten temat opinię dwóch komentatorów hebrajskich, Abenezry i Spinozy; mówią obaj, książka Hioba nie niesie sobą żadnych dowodów wewnętrznych jakoby była księgą hebrajską; zmysł kompozycji i dramaturgia utworu nie są hebrajskie; książka została przetłumaczona na język hebrajski z jakiegoś innego języka, natomiast jej autor był etnicznym Gentile; postać którą opowieść przedstawia pod imieniem Szatana (a to pierwszy i jedyny raz kiedy jest to imię w Biblii wzmiankowane), nie koresponduje z żadnym hebrajskim pojęciem; natomiast dwa zawołania jakich wedle opowieści Bóstwo użyło by przyzwać tych, co ich poemat nazywa synami Boga, oraz zażyłe zwracanie się między owym domniemanym Szatanem a Bóstwem, to ten sam gramatyczny przypadek.

Przypadek byłby tutaj kwestią gramatyki innej niż hebrajska, tak myślę.

Moje ulubione przekonanie jest tu w baśni. Nie ma biblijnego okrucieństwa, a wszystko jest wprost powiedziane.


REKLAMA

Opowieść o poradzie inspirowanej lekturą o Konfucjuszu

Rzekł Dzionek, cenne to, że dany nam z Nieba powód by żyć i istnieć to własna miłość w nas wszystkich, w każdej ludzkiej istocie. Zgodliwie sobie z tym inteligentnym pomysłem już na Ziemi radzić — jest w naszym najlepszym interesie.


Mam też poczęstunek co może pomóc w rozumieniu początków.

Łowcy-zbieracze byli najwcześniejszymi grupami ludzi na Ziemi. „Czasownik קנז (qanaz) nie jest używany w Biblii wcale, i nie jest nawet pewne czy istniał w ogóle w hebrajskim”, mówią ■Abarim. „Rzeczownik pojawia się w Biblii tylko raz, mianowicie w Hiobie 18:2, a nie jest jasne co znaczy: Jak długo będziesz qanas dla pogaduszek? Nie jest też jasne skąd pochodzi, choć porównywalny czasownik w arabskim oznacza polować, założyć pułapkę i złapać.”

Choć słówko by wyglądało na bazowe, jest derywowane oraz porównywane z innym językiem. Tak myślę, nie tylko ja nie uważam formy pisemnej Biblii Hebrajskiej za absolutnie oryginał.

Słynny na cały świat obraz łowczyni pochodzi z Grecji. Możliwie to jeden z najwcześniejszych obrazów istoty boskiej z dzieckiem, jak porównać pozostały na fresku kolor, zaznaczony niebieskim. Nie jest to kolor roślin, ani nie jest to kolor odzieży; może jest to kolor włosów dziecka.

Myśl iż może to być pokruszony albo zatarty wizerunek dziecka przychodzi jak spojrzeć że ów kolor jest przy prawym ramieniu, a możliwie kielich jest w lewej ręce, z napitkiem dla niej.

Siedzenie, ponad wszelką wątpliwość, nie jest tronem: obraz nie jest źródłem dla frazy „królestwo Niebios”. Jeżeli nie ma w Biblii potwierdzenia innego niż szczoteczka do zębów, fraza może powstała gdy człowiek na Ziemi nakładał politykę na wiarę.

Rozmiar głowy by tu wyglądał jak z projektora co się omsknął nieco w tył i na skos, stąd wnioskiem by było, nie na Ziemi by miała owa Istota Boska dziecko. Myślę, rozsądnie jest dopuścić taką możliwość, że planeta Ziemia nie reprezentuje postępu technologicznego w całym kosmosie czy w Niebiosach. Jeżeli Stwórca zrobił czy zrobiła planetę, być może dozwolone były takie instrumenty: Starożytni nie mieli tradycji czy stylu prezentować głowy bogów jako mniejsze niż w proporcji ludzkiej, a łatwo budowali stelaże. Tu jest Pablo Picasso bez projektora czy stelażu.

Znów, jest to teoria, ale greckie bóstwa w mitach na Ziemi nie tyle byłyby osobami, co postaciami dla cech i atrybutów. Powiedzmy, osoba umie pisać i śpiewać. Mit by przedstawial dwie postaci, jedną co pisze, oraz drugą co śpiewa, obydwie o tej samej osobie. Także przed Średniowieczem mieli ludzie ■alegorię.

Względem cech, Potnię Theron nazywano też Panią nad zwierzętami, ze względu na jej nad nimi moc, co mogło zainspirować opowieść o szopie ze zwierzętami, o ile nie był to Luxor, słynne egipskie miejsce z symbolem byka. Obydwie możliwości uwalniałyby ludzkie wierzenie w Antyku od pełnego zakresu zwierzęcego metabolizmu, bo byłby symboliczny albo ■tworzony na wysokości.

Artemis owl.

Jak porównamy greckie ■pampotnia, ■aitheronomao, czy ■aitheromai, powstać może opis jak „wszędzie czcigodna mistrz niebios„, o owej kobiecie. Zdarzają się interpretacje tej sceny jako uskrzydlonego garudę (■Artemis with a griffin), ale taki gryf nie miałby łap, a różnił się kształtem czaszki i dzioba, co dziś dość słusznie wystarcza by orzec gatunkową różnicę (porównajmy ■Garudę z Knossos), podczas gdy sowa jest charakterystyczna jako atrybut łowczymi, Artemis. Względem możliwych wpływów z łaciną, potus oznaczało napitek.

Szafran na fresku nie wygląda dokładnie na żaden jego ziemski gatunek, oddać go wektorem można by mniej więcej jak tutaj.

Względem atrybutów i cech, pełnego tytułu żeńska Bóg byłaby regularną prawdziwą Bóg, tyle że taka że może mieć dzieci. Nie widzę tego jako słabość; odczucie byłoby raczej sublimowane i delikatne.

Przy frazie jak „Matka Siedmiorga”, jeśli zważyć na liczbę dni tygodnia, taką samą i wedle Starego Testamentu, siedem, „Matka Siedmiu” dokonywałaby odniesienia do mocy Stwórcy. W językach niefleksyjnych takiej różnicy poza kontekstem nie byłoby widać; „Mother of Seven” byłoby tak samo, dla dzieci i dni.

Całkiem możliwie hebrajskiego teatru zakazano. Dzisiejszą klasyfikacją dla hebrajskiego jest „fuzyjno-syntetyczny”. Seven children czy seven days byłoby shav’a yaldim, shav’a yemim; Polski jest zupełnie fleks: siedmioro dzieci, siedem dni. Opowieść z 2 Królów 10 jednak pozostaje okropieństwem na gruncie moralnym.

Językowa ■metateza możliwie brała udział w tworzeniu nazwań jak dzisiaj ■Shiva, dla powszechnie znanego bóśtwa Indii, czy dla chińskiego 师傅 mistrza w umiejętności (które czasem brzmi troszkę jak {shivo} w filmach).

Freski Akrotiri odkryto w 1967, ale podróżować mogły po świecie jako rysunki, albo w opowieściach. Grecy raczej nie zapożyczyli, jako że ich pień jest w imiesłowiu. Wczesne zapożyczenia między językami były zwyczajnie rzeczownikami lub czasownikami, przeważne do swóh sylab (dla amaruge, zapraszam znów do ■Garudy). Tak od razu w imiesłów ludzie możliwie nie zpożyczają językowo i dziś, podczas gdy forma bazowa nie ma {g}; jest to amarusso.

Pozostaję jednak osoba niewierzącą, a moim wyborem jest filozofia. Ludzie to ludzie, a freski to freski.

Odkrycia archeologiczne nie przekonują mnie bez ■datowania węglem (gdzie też bym we wszystko nie wierzyła), natomiast te dalekowschodnie, indyjskie czy chińskie, porównują się w znacznej większości do skaly co ma ■270 milionów lat, a mówi że upadnie Chińska Partia Komunistyczna. Nie ma w tym węgla wcale.

Nie znaczy to iż bym nie ceniła tego świata przychylnie. Ja tylko rzeczywiście nie wiem czy, i jeśli, kto go stworzył, i czy jest jeden autor bądź autorka lub też autorów dwoje czy też kilku a może i wielu, tego świata ■kolorowych ptasich jajek, wahadeł co je wystarczy wprawić w ruch, a natury gdzie zimą lawiny, a pąki wiosną.

W Akcie Stworzenia kształ by przychodził jak od Stwórcy palców; a inaczej, od wypadku w „kosmicznej zupie”. Alternatywa to constans — jak już wspomniałam o ■Garudzie. Prowadzić odręcznie kubełek z farbą bez takiej constans mogłoby być trudne.

Stochastyka częściowo determinowana może być ciekawa, ale nie gwarantuje boskiego zainteresowania na zawsze czy codzień. Może ktoś wykonał swoje i się zbarał do czegoś innego.

Obiektywnie i na planecie Ziemi, byłoby to bardziej grą niż szczerą dyskusją, kiedy jeden mówi że Bóg jest, drugi że nie ma, a zwykły człowiek by miał biegać na wojnę. Ani jeden ani drugi nie ma jak wiedzieć na Ziemi o fakcie.

Ateizm wygląda na problem z gramatycznym przeczeniem. NIe było się w całym kosmosie, nawet osobiście na Księżycu, ale się twierdzi że Boga na pewno nie ma. Conajmniej jakby każdy dbał asystować z odległych lądów na Ziemi, jeśli jest.

Na koniec — o wizjach i rewelacjach — wszelkie wzrokowe czy słuchowe wrażenie z zewnątrz ciała przychodzi u człowieka z jego czy jej działającej kory pierwotnej mózgu. Kora ta reaguje na parametry fizyczne w zakresie człowieka. Nie widzimy podczerwieni, bo ludzka kora sensoryczna nie ma dlań odpowiedzi. Jeśli słyszymy więcej niż 20 kHz, znaczy to że jesteśmy w stresie; jako że nikt szerzej niż 30 nie idzie bez technologicznego wspomożenia, a 20 to naturalna codzienność, pozostaje ono akceptowanym zakresem. Nie kupuję słuchawek o szerszym.

Czynność sensoryczna jest standardowa; tak właśnie ludziom się zdarza widzieć czy słyszeć „tak samo”. Nie znam wszelkich możliwych technologii i technik sugestii, ale musi to być fizycznego parametru, tej ziemskiej rzeczywistości, by osoba relacjonowała obrazy co mają kolory i kształty.

Proponent deizmu, Tomasz Paine chciał pewności wiary, twierdzenia iż Bóg jest. Paine sam uważał ludzką myśl za potencjalnie nieśmiertelną, ale nie niezmienną. Czy chciałby tego samego dzisiaj — jakby w odzwierciedleniu wobec monarchii?

Cóż, czy jest z pewnością, bądź też z pewnością nie ma źródła świeżej mineralnej wody — gdzieś, gdzie nikt nie wie… Czy kiedyś będę tam, gdzie jest taka woda, gdzie nikt nie wie?

Źródła mineralne powinny być jakże łatwiejsze niż sprawy o Bogu, a już tutaj, na tym łatwym poziomie, odpowiedź nie jest możliwa. Pozostanę takoż przy swym pojęciu, że Bóg może jest. Brać owo istnienie pod uwagę jako możliwość wystarczy, by żyć na tej Ziemi i zachować umysłowe zdrowie: planeta dobrze nie wygląda o czasie i miejscu, toteż na pewno nie będę implikować jakoby Stwórca patrzył.

Nie ma nic złego w przyznaniu iż się nie wie, jak się nie wie. Absolutnie się zgadzam z europejską Kartą Człowieka, powinna być wolność wyboru religii, ale nigdy nakaz czy obowiązek.

USA już miały dobre doświadczenie z wolnością sumienia:
„Trudnością się wtedy okazało, jak po nowych wyborach uniknąć w składzie dwóch osób tego samego wyznania. Przytoczono parę nazwisk, ale z powyższego powodu żadna nie zyskała aprobaty. W końcu ktoś mnie wzmiankował, dodając, że byłem po prostu uczciwym człowiekiem oraz nie należałem do żadnej kongregacji, co ich skłoniło mnie wybrać” — Benjamin Franklin nie należał do żadnego kościoła.

Moją preferencją jest filozofia z którą mogę żyć, w owym trwałym sensie, a napisałam o tym ■baśń: Tomaszowi Paine brak serca dla języka, a ja wierzę iż się na pewno nadaje by mówić o wieczności. Dobra baśń może i we wszystkim być prawdziwa i pozostać dobrą baśnią. Jeżeli jest Niebo, to w Niebie; Ziemia jest na Ziemi.