Łuskający zboże, Preria

Urodziłem się na prerii i rarytas jej pszenic, dzięcieliny pąsy i kobiet wejrzenia, dały mi zaśpiew i zew.
Tędy spływały wody, jechał żwir i góry lodowe, tu sykały wyrwy i niecki, i szła węglowa, czarna płuczka; szła żółta, piaskowa.
Tędy, między wiatami Gór Skalistych a Appalachami, gwiazda poranna znak ognisty daje, nad drewna zapiską, krów wypasem, zbóż pasem i bawełny pasem, hodowli ranczami.
Tędy dzikie gęsi z wiatrem pod skrzydłami lecą po mil pięćset i wracają, pokrzykując za nowym domem. Tutaj wiem, że będę tęsknić za nie wiele więcej niż jeszcze jednym wschodem słońca albo ognistego księżyca na niebie, co ma drugi z wody, na rzece.
Preria śpiewa mi przed południem i wiem, że będę odpoczywać w nocy w prerii ramionach, na prerii sercu.

Po spiekocie dnia,
przy widłach, stojaku z sianem
już po jajkach, bułce i kawie
stogi perłowo-szare
w półmroku
są rześkimi modlitwami
dla rąk żniwiarza.

W mieście, ziemia pod stopami jest jak pasażerski pociąg; krztusi się między murami, syczą wentyle, klną koła. Na prerii, ziemia jest z wiatrem w zawodach na fantomowych kręgach, ucisza wentyle gleba, i kręgi chwali.


Jestem tu, gdy miasta giną,
Jestem, nim wstaną,
Strawa samotnych konnych jeźdźców,
Będę, dla wesołych ludzi co jadą po stali;
Człowiek to mój pierwiastek.

Carl Sandburg, Łuskający zboże, Cornhuskers; przekład na polski: Teresa Pelka. Projekt w toku.

■→Tekst jest dostępny po angielsku.