Dysertacja Taylora, rozdział 3

W swym traktacie O niebie (księga II), Arystoteles widomie sprzeciwia się Timajosowi Platona względem wygasania świata. Platon mówi bowiem w owym dialogu, iż co ma granice, podlega rozpadowi; jednakowoż chcieć tak pięknie zharmonizowany świat unieważnić, byłoby domeną nieczystego twórcy. A demiurga znów przedstawia jako mówiącego do niebieskich bóstw, „Nie jesteście w pełni nieśmiertelni, nigdy jednak nie wygaśniecie; nie ulegniecie też fatum śmierci”. Platon mówi wyraźnie, świat naturalnie podlega erozji, jest śmiertelny i zniszczalny, ale zniszczony nie zostanie. Arystoteles, sprzeciwiając się kształtowi tego zapewnienia, mówi iż jest niemożliwością, by rzecz z natury zniszczalna nigdy zniszczeniu nie uległa. Gdyż wtedy byłaby jednocześnie zniszczalna i niezniszczalna, to jest, perpetualna i zarazem w erozji, a to zarówno względem energii, jak i zdolności, co jest wyraźnie absurdem. Jest możliwym dla tej samej rzeczy mieć moc przeciwieństw, a to nawet perpetualnie; niemożliwym jest jednak, by miała w tym samym czasie przeciwieństw energie. Takoż Arystoteles słusznie dodaje energie.

■→Tekst angielski jest dostępny z notkami o słownictwie.

Arystoteles sprzeciwia się formie, ale nie prawdziwemu znaczeniu słów Platona. Platon nie mówi bowiem, iż świat został stworzony w określonym czasie; zapewnia, iż czas został stworzony wraz ze światem. O czasie powstaje coś, gdzie jest czas uprzedni. Tymczasem ten świat powstał ze stanu materialnego rozpoznawanego systematyką, poprzez przemianę prawdziwej stasis („the world was generated, in consequence of its being sensible and corporeal, and as falling off from real being”; por. Rozdział 1, „to w rzeczy samej jest znaczenie frazy doskonale niezmienny”), a istnieje poprzez stawanie się. Jest zniszczalny i niezupełnie nieśmiertelny, ale zdolny siebie tworzyć; tak jak Arystoteles zaznacza, iż materia skończona ma skończoną zdolność. Obydwaj filozofowie jednak wykazują, że świata nie da się całkiem zniszczyć czy też zakończyć, gdyż zasadnym jest spodziewanie, iż to z nieśmiertelnego założenia wynikają ziemskie prawa fizyki; Plato mówi poprzez swojego demiurga, „Nie wygaśniecie ani nie ulegniecie fatum śmierci, gdyż moje więzi są silniejsze i doskonalsze niż spoiwa natury, jakimi was połączono na początku waszego stworzenia”; Arystoteles zapewnia, co jest skończone w swej naturze, ma skończoną zdolność, ale może pozostawać w ruchu perpetualnie, na nieporuszalnym założeniu.

Zobaczmy następnie, co do jakiego sensu tworzenia odmawia Arystoteles niebiosom bycia tworzonymi, a śpieszy wykazać, iż istnieją bez bycia tworzonymi; oraz względem jakiego sensu mówi Platon, iż tworzyć się da i niebo i Ziemię. Arystoteles ma przemianę z niebytu w byt za rodzaj tworzenia się podlegający zupełnemu rozkładowi; jest to jasne z jego argumentów na dowód iż niebiosa nie tylko nie są wytwarzane, ale też się nie rozpadają. Przedstawia on, iż co jest wytwarzane, pod każdym względem ulega rozpadowi, a co podlega erozji, jest zawsze wytwarzane. Dokonując takoż prezentacji na istnienie oprócz ziemskich elementów jakiejś piątej istoty rzeczy, mianowicie istoty ciała niebieskiego, o jakości doskonalszej niż czynniki na ziemi, przeczy on jakoby miała grawitacyjną masę, dowolność ruchu, czy też poruszała się po linii prostej, jak przypada to obiektom na ziemi. Takoż przeczy jakoby owa piąta istota była wytwarzana, czy podlegała rozpadowi tak samo, jak natura na Ziemi. Zważywszy, iż nazywa on zarówno tworzenie się jak rozpad rodzajem przemiany, a rzeczy jedna za drugą tworzą się i rozpadają, wbrew twierdzeniom jakoby świat się tworzył, ale nie podlegał rozpadowi, rzeczywiście można nie wątpić, iż co się da wytworzyć, zawsze podlega rozpadowi. Nie ma się też co dziwić, że Arystoteles życzy sobie przyjmować wyznaczniki jak oczywiste dla wszystkich i nazywa wytwarzalnym to, co jest częścią każdego wytwarzania, choćby część czasu było wytwarzane, a po części podlegało rozpadowi. Platon rozpoznawał jednak na Ziemi tworzenie takie, że jest rozpadowi przeciwne, jak widać z dziesiątej księgi jego Praw, w której mówi, „Tworzenie ogółem jest skuteczne, gdy zasada zamysłu poprzez natężenie stanu przejściowego wpływa na jeden, potem następny, a przynajmniej trzeci etap ma przejaw w świecie fizycznym jak postrzegany {2}. Wszelkie tworzenie odbywa się drogą stanu przejściowego, a jest prawdziwe, o ile rezultat osiąga stan zrównoważony, lub trwały. Gdyby zmienić ten modus tworzenia, zostałoby ono zniweczone”. Znany mu też był taki rodzaj wytwarzania, gdzie rzecz w stanie korpuskularnego interwału nie jest już w stanie się regenerować, chyba żeby zmienić dla niej założenie; nadal da się ją wtedy wytwarzać, ale w zakresie przeciwnym do uprzedniego stanu zrównoważonego, który wtedy zajmuje miejsce zbieżnego założenia. Trzeba bowiem by to, co jest generowane, a otrzymuje z zewnątrz podtrzymanie, było zdolne trwać samodzielnie w stanie zrównoważonym; inaczej posuwalibyśmy się do nieskończoności, gdzie wytwarzanie musiałoby być poprzedzane innym wytwarzaniem. Definiując jednak skuteczność wedle zdolności do stanu zrównoważonego, mówi on w Timajosie, świat jest wytwarzalny. A definicję tworzenia i rozpadu należy wedle naszych poznawczych umiejętności rozwijać następująco: „Co to jest, co jest zawsze trwaniem, ale się tego nie wytwarza, i co to jest, co się trwaniem staje, ale trwaniem nigdy nie jest? To, co się da pojąć intelektem w połączeniu z rozumem, a ma nieodmiennie to samo istnienie, jest trwaniem; a to, co się człowiekowi przejawia wraz z opinią oraz nieracjonalnym poczuciem, jest tym, co wytwarzalne i zniszczalne, a trwaniem naprawdę nigdy nie jest”. Względem takiej wytwarzalności mówi Platon, iż świat został utworzony przez prawdziwy byt i tak o świecie pisze: „Czy powiemy, że świat trwa od zawsze bez zasady dla tworzenia, czy też został utworzony? Iż został utworzony; bo jest widzialny, materialny, oraz ma rozmiar. Wszystko tego rodzaju wygląda na wytworzone i wytwarzalne”. Cokolwiek jest prawdziwie samowystarczalne, powinno być niepodzielne, a całość musi pasować ściśle do samej siebie. Cokolwiek nie jest prawdziwie samowystarczalne, czerpie istnienie z czegoś innego; z tego względu się mówi, że jest wytwarzane. Gdyby jakoś opacznie załączać rozpad z definicją tworzenia oraz się myślą zabawiać, iż Plato uznaje rozpad ziemi i nieba, należałoby wykazać, co tu rozpad oznacza. Platon, dodając w opisie tworzenia frazę, „trwaniem naprawdę nigdy nie jest” jasno wskazuje, iż wieczny charakter jest nieobecny w jakiejś części czasu w tym, co stworzone. Bywa, że nie orzekamy istnienia właściwie, o charakterze który jest wieczny. To, co ma utrzymanie zawsze, będąc wytwarzane na nieporuszalnym i zbieżnym założeniu o prawdziwym bycie, nie jest tym samym prawdziwie samowystarczalne, nie jest prawdziwą stasis, oraz się samo w sobie całkowicie nie zawiera — natura takiego rodzaju podległa jest pewnej zmianie, o różnym czasie wystawiona na różne uwarunkowania, ponieważ jej twórcze założenie zbieżne trwa łącznie z nieporuszalnością, a sama istnienie czerpie, o ile jest zdolna, od prawdziwego bytu. Platonowi nie podobała się jednak myśl, by ta zmiana przynależała z ową naturą w ramach samego w sobie procesu tworzenia oraz rozpadu o czasie cząstkowym, ale by była przynależna w konsekwencji materii; a że owa nie osiąga i zachowuje swej pełni naraz, jak byt prawdziwy, można odczytać w Politikusie: „Co nazywamy ziemią i niebem czerpie wiele ze swych szczęsnych prerogatyw od swego twórcy. Jako że ich udziałem jest materia, nie są zupełnie wolne od zmiany. Gdyby miały zmienić się w inny świat, dalej byłoby w nim miejsce na zmianę; ale jeśli miałyby się rozpaść w niebyt, nie dałoby się go już zmienić. Przemiana jest przejściem ze stanu jednej rzeczy w stan innej”. Jakżeż mógłby powiedzieć „wolne od zmiany”, jeśli mają w sobie coś zmiennego? Iż Plato nie uważał świata za tworzony w czasie cząstkowym, czy też by się miał w takim cząstkowym czasie rozpaść, jest jasne z jego Timajosa. Po pierwsze wyraźnie zapewnia, iż czas dla tego rejonu niebios został wraz z nim stworzony, czyli wraz z tym światem. Nie jest więc możliwe, aby ten czas istniał przed tym światem. Jeśli tak się sprawy mają, świat nie zaczął być wytwarzany o jakimś specyficznie czasie. Czas musiałby mieć zdolność istnieć przed samym sobą, a też przed tym czasem teraz, z którym stworzony został świat, a istniałby jakiś czas zupełnie przeszły. Nie jest też możliwe, by świat się rozpadł w czasie cząstkowym. Znów, po tym czasie teraz, w którym podlega erozji, będzie jakiś czas przyszły. Platon mówi jednak „Czas został wytworzony wraz z tym rejonem niebios, a razem będąc wytwarzane, razem mogą wygasnąć, o ile do ich wygaśnięcia kiedykolwiek dojdzie”, przez co wykazuje, iż świat nie jest w pełni zniszczalny. Trzeba by bowiem było, aby wraz ze światem wygasł czas, o ile do takiego wygaśnięcia dojdzie, a sam czas nie wygasa; czas o jakim coś się kiedyś rozpadło, będzie mieć czas po sobie następujący, ów czas będzie zaś czasu częścią, skąd wynika, iż świat zupełnie nie wygasa. Do tych obserwacji można dodać, iż świat jest wedle Platona tworzony skutkiem tego, iż jego wytwórca patrzy w wieczny paradygmat, ażeby świat mógł być doń podobny jak tylko możliwe. Jest perpetualny dzięki owemu paradygmatowi; istota jego rzeczy ma zasadę współmierną z nieokreślonością czasu. Jak więc zacząć wytwarzać rzecz takiego rodzaju o specyficznym czasie, dla przykładu, sześć tysięcy lat temu? Bądź jak o specyficznym czasie wygasić, gdy czas i się staje, i jest, i będzie? Jednakowoż ci ludzie, co nie potrafią rozróżnić między perpetualnością czasu a wiecznością, nie wstydzą się twierdzić, iż czas jest wytwarzany i wygasa o czasie cząstkowym. Powołują się na Platona, jak na świadka co mówi, „iż świat został stworzony na podobieństwo doskonałej i inteligentnej istoty zdolnej do ruchu, jako imitacja natury wiecznej”. Jakżeż najbliższym natury wiecznej może być coś wytwarzanego o czasie cząstkowym, a to w części czasu bardzo małej, w porównaniu z perpetualnością? Jaka jednak byłaby okazja do wielosłowności, gdy Platon wyraźnie mówi iż ten rejon niebios, wraz z ziemią i zestawem innych czynników, biorą udział w pewnej przemianie natury, która jest w ich przypadku materialna i obdarzona interwałem, natomiast nie jest zupełnie nieśmiertelna; jednak dzięki niemu, który na założeniu zbliżonym udziela im swego dobra, nie wygasną ani nie napotkają fatum śmierci. Lepiej wysłuchać słów Platona w Timajosie, czy też tych wytwórcy wszechświata, którego intelekt i energie Platon nam wieszczy z zawołaniem: „Kiedy powstały wszystkie owe byty co widocznie się obracają, oraz te, co się jawią gdy chcą, zwrócił się do nich Wytwórca wszechświata: Bogowie bogów, których ja jestem demiurgiem i ojcem, cokolwiek ze mnie powstaje, nie wygaśnie, gdyż taka jest moc mej więzi w tworzeniu. W rzeczy samej wszystko co ma granice, jest zniszczalne: jednakowoż chcieć tak pięknie zharmonizowany świat unieważnić, byłoby domeną nieczystego twórcy. Jako że jesteście tworzeni, nie jesteście nieśmiertelni czy pod każdym względem niezniszczalni; nigdy jednak nie wygaśniecie, ani nie ulegniecie fatum śmierci; moc mojej więzi jest o wiele większa i doskonalsza niż spoiwa natury, jakimi was połączono na początku waszego stworzenia. Wysłuchajcie więc mych słów względem mojego zamiaru. Pozostaje jeszcze utworzyć trzy śmiertelne natury: jeśli te nie będą się tworzyć, wszechświat nie będzie doskonały; nie zachowa on jednak każdego rodzaju istoty zdolnej do ruchu, w swym przestrzennym wymiarze. Powinien jednak zachować owe wystarczająco dostosowane. Jednak gdybym to ja je wytwarzał, a one brały udział w życiu, byłyby jak bogowie. Ażeby natury śmiertelne miały jak trwać, a ten wszechświat mógł się stać samodzielny, przyjmijcie zmianę wedle praw fizyki, aby tworzyły się istoty zdolne się poruszać, a naśladujcie moją moc w tworzeniu was. A względem tej natury, że zasługuje na jedno nazwanie z nieśmiertelnymi, a zyskuje sobie suwerenność, z własnej woli podąża za sprawiedliwością i ma dla was poszanowanie — tej natury ja sam przyniosę zawiązek i początek: w waszej kompetencji pozostaje reszta, aby tkać razem formę śmiertelną i nieśmiertelną, a takoż dawać się tworzyć i prokreować istotom zdolnym się poruszać, tworzyć okoliczność dla ich wzrostu, dostarczając żywienia, a przyjmować je po śmierci formy co ulega rozpadowi”. Cóż mogłoby okazywać jaśniej niż ten fragment, że Platon miał istoty czerpiące trwanie od twórcy wszechświata za nieśmiertelne jako nieodłączne od jego dobra; istoty te, skutkiem jedności poprzez atrybut, którą on nazywa spoiwem, mogą wygasnąć w sobie przynależnym stopniu, to jest o ile właściwie się same od istnienia odłączą. A cóż może być jaśniejsze niż tutaj: „Nie jesteście pod każdym względem nieśmiertelni, czyli niezmienni względem każdego rodzaju przemiany, jak jestem ja; nigdy jednak nie wygaśniecie ani ulegniecie fatum śmierci?” A kto byłby tak frywolny czy nierozumny, by się zabawiać przypuszczeniem jakoby Platon miał wszechświat za podlegający wygaśnięciu? Jasne są jego słowa, „Pozostaje jeszcze utworzyć trzy śmiertelne natury;” bóstwa młodsze, czyli istoty gwiazd i sfer elementów ewidentnie zniszczalne nie są. A demiurg nakazuje owym perpetualnym naturom połączyć śmiertelność oraz perpetualną istotę rzeczy, drogą ich naturalnej konwersji i ruchu; śmiertelna natura nie mogłaby powstać bez zmienności tworzącego ją czynnika. Stąd, dodaje on, „Ażeby natury śmiertelne miały jak trwać, a ten wszechświat mógł się stać samodzielny, przyjmijcie zmianę wedle praw fizyki, aby tworzyły się istoty zdolne się poruszać”. Jak natury niebieskie mogłyby być śmiertelne, gdy tworzy je demiurg, darząc je energią na sposób nieporuszalny i perpetualny? A słowa, „dawać się tworzyć i prokreować istotom zdolnym się poruszać, tworzyć okoliczność dla ich wzrostu, dostarczając żywienia, a przyjmować je po śmierci formy co ulega rozpadowi”, wyglądają na adresowane do istot podtrzymujących układy elementów, a te także zawierają coś perpetualnego. Pierwiastki ziemskie stanowią część istoty zdolnej się poruszać, żywią ową część i pozwalają na jej wzrost; a gdy owa część ulegnie rozkładowi, pierwiastki powracają do natury.

Arystoteles zaznacza jednak, iż ma istotę ciała niebieskiego za wolną od tych przeciwieństw, co się zmieniają jedno w drugie drogą specyficzną i stąd nie są zdolne razem współistnieć, jak to się zdarza na Ziemi. Jest bowiem jasne, iż ciało niebieskie jednocześnie ma udział w ruchu i trwaniu, skutkiem obrotu w tym samym miejscu. Ma też udział w pojęciach podobieństwa oraz różnicy, jedności i mnogości; pojęcia te jednak mają wspólną podstawę; natomiast jego istota nie podlega erozji czy zmianie jednej jakości w drugą, jak to się dzieje na Ziemi.


REKLAMA

Świat może i nigdy nie widział jej oryginalnego pisma, jeśli jej umiejętność została wzięta za nadnaturalną. Zapraszam do Wierszy Emilii Dickinson w przekładzie Teresy Pelka: zwrotka tematyczna, notki o inspiracji greką i łaciną, korelacie z Websterem 1828 oraz wątku arystotelesowskim, Rzecz perpetualna — ta nie zasadza się na czasie, ale na wieczności.

Format elektroniczny $2.99

Okładka twarda
268 stron, $21.91


POEMS BY EMILY DICKINSON, E-BOOK

The world may never have seen her original handwriting, if her skill was taken for supernatural. Feel welcome to Poems by Emily Dickinson prepared for print by Teresa Pelka: thematic stanzas, notes on the Greek and Latin inspiration, the correlative with Webster 1828, and the Aristotelian motif, Things perpetual — these are not in time, but in eternity.

Electronic format $2.99
E-book | NOOK Book | Kindle
Soft cover, 260 pages, $16.89
Amazon | Barnes & Noble
Hard cover, 260 pages, $21.91
Barnes & Noble | Lulu